- Spotkałam ostatnio Lou i ... - zacięła się.
- I co ?!?! - krzyknęłam...
- Powiedziałam mu gdzie mieszkasz i takie tam. - zaczęła, a moje oczy o mało nie wypadły z orbit. - Zaprosił mnie na kawę, to nadal taki sam miły chłopak i nadaj jest przystojny. - mrugnęłam okiem.
Jak ona może jeszcze się z tego śmiać ?!
- Mamo !! Jak mogłaś !!!
- Przecież sama przed chwilą powiedziałaś, że za nim tęsknisz...
- Ale to nie oznacza, że to co zrobił kiedyś zostało wymazane !!!! MAMO !!! - byłam na nią wściekła.
Może i za nim tęskniłam i często myślałam, ale to nie usprawiedliwia go, że mnie zdradził, a potem już go nie obchodziłam. Co jeśli on przyjdzie tutaj... Co jeśli ma dziewczynę.. Nie przeżyje tego... Najgorsze, co jeśli dowie się o Wiktorii. To nie tak, że nie chciałam, żeby Tori nie znała ojca, ale wydaje mi się, że to dla niej za wcześnie. Zwiąże się z nim, a on potem... A z resztą...
- Wspominałaś mu o małej ? - zapytałam już bardziej uspokojona.
- Nie.. Jakoś nie było okazji. - powiedziała - Gdybym to zrobiła wściekłabyś się na mnie.. Chyba będzie lepiej jak sama mu to powiesz.
Już jestem na ciebie wściekła... Całe szczęście, że chociaż tego nie wygadała...
- Przepraszam muszę... po prostu chcę pobyć sama.- powiedziałam i skierowałam się na górę do swojego pokoju.
Musiałam to przemyśleć. Skoro Lou pytał o adres, to pewnie ma zamiar mnie odwiedzić. Nas odwiedzić. Chyba, że mama sama mu to powiedziała. Wtedy to całkiem inna sprawa. Nie mogła trzymać języka za zębami ?! Całą mama. W końcu bardzo lubiła Louis'a. No nic. Muszę przygotować się psychicznie na spotkanie z nim, ale mam nadzieje, że może jednak do tego nie dojdzie..
***
Wstałam około 8. Fajnie, że nie muszę dzisiaj pracować.. Kiedy zeszłam na dół na stole w kuchni zastałam kartkę:
"Musiałam wracać do domu, bo szef zadzwonił i powiedział, że mamy jakąś sytuacje wyjątkową. Mam nadzieję, że sobie poradzisz. Powodzenia Kochanie z Tori i z Lou też. Życzę najlepszego ! Mama xx"
Musiała wtrącić swoje 3 grosze o Lou.. Jasne... Mogła mnie obudzić ! Nie rozumiem tej kobiety... Zrobiłam sobie kawę. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Moje serce podskoczyło na myśl, ze mógłby to być on. Chyba nie jest na tyle głupi żeby przychodzić do kogoś zaraz po 8 rano. Mam nadzieję... Poszłam otworzyć drzwi i ujrzałam w nich Jeni. Przecież wczoraj się pokłóciłyśmy.. Ech..
- Cz..cześć [T.I] . Przepraszam za wczoraj.. poniosło mnie trochę.. Sama wiesz jaka jestem... Nie mogłam bez Ciebie wytrzymać nawet chwili.. Za bardzo Cię kocham ! - mówiła robiąc maślane oczy.
- Szczerze mówiąc, to też było mi trochę głupio.. - przytuliłam ją. - Proszę wchodź.
Dziewczyna zdjęła bluzę i pokierowała się w stronę kuchni.
- Co tam u Ciebie ? - zapytała nalewając sobie soku. Czuła się jak u siebie. Tak na prawdę nie przeszkadzało mi to, byłyśmy jak siostry..
- Wczoraj była u mnie mama - zaczęłam - ale dzisiaj rano wyjechała.
Jen zmarszczyła czoło.
- Praca. - powiedziałam.
- Aa .. Było coś jeszcze ciekawego ? Co u Twojej mamy ? Jak u niej leci ? - wypytywała.
- Właściwie to całkiem dobrze... Pomijając szczegół, że wkurzyła mnie to całkiem nieźle.
- Dlaczego Cię wkurzyła ? - roześmiała się Jeni
- Widziała się z Lou.....
Opowiedziałam jej całą historię. Ona sama nie wiedziała co ma mi poradzić. Zaproponowała mi tylko zakupy. Dobrze, że Wiki już wstała, to ją weźmiemy.
- Okeeej, to gdzie najpierw ?? Chciałabym kupić sobie jakąś nową bluzkę... - mówiła Jen.
Weszłyśmy do pierwszego lepszego sklepu z odzieżą.
- Patrz na tą !! - o mały włos nie zaczęła krzyczeć. - Muszę ją przymierzyć.
Wzięła bluzkę do ręki i pobiegła do przymierzalni.
- Chodź ze mną, będziesz pilnować - krzyczała.
Podąrzyłam do niej z Wiktorią na ręku. W końcu mignęła mi się jakaś znajoma twarz. Przeszły mnie ciarki. Wlazłam Jen do kabiny.
- Co Ty tu robisz ?!? - krzyknęła zakrywając stanik rękoma.
Przewróciłam tylko oczami, a ta zaczęła się śmiać.
- Wydawało mi się, że widziałam Harrego... - zamyśliłam się na chwilę.
- Wydawało Ci się ?! Masz jakąś schizę, mówię Ci... - pokręciła głową - a teraz wynocha stąd !! Chce w spokoju się przebrać.
Może miała racje.. Może tylko mi się wydawało.. Przecie..
- Siema !! Kope lat !!! - usłyszałam zza siebie znajomy głos.
Odwróciłam się. O CHOLERA ! Tak to był Harry.. Wiedziałam, kurwa wiedziałam..
- Cz...cześć. - odpowiedziałam i niechętnie się uśmiechnęłam.
- Co tam u Ciebie ? Jak się masz ? - pytał z błyskiem w oku.
- W porządku, dziękuję - odpowiedziałam
- A co to za mały szkrabek ? - popatrzył na małą.
Wyciągnął do niej swoją dużą dłoń.
- Jestem Harry - uśmiechnął się.
Tori na początku niepewnie złapała za jego rękę.
- Wiktolia - powiedziała, na co zdziwiłam się, bo rzadko kiedy jest taka śmiała, a jeszcze rzadziej do nieznajomych jej osób.
- Słodko - powiedział Harry - To dziceko znajomej ? - zapytał
- Nie właściwie to.. moje - zająkałam się i spuściłam zmieszana głowę.
- Oł..sorki nie wiedziałem.. To gratulacje! - krzyknął. - LOUIS!!! LOU !!! - nagle zaczął się drzeć.
ON TU JEST ?!!?
- Oh.. mam nadzieje, że zaraz się znajdzie, ostatnio wspominał, że chce Cię odwiedzić - Hazz pśócił mi oczko - To ile to cudo ma lat ? - zapytał wskazując na Tori.
- Trzy - odpowiedziałam krótko.
- Trzy powiadasz.. - zamyśli się. Oby nic nie podejrzewał.
Nagle, z przymierzalni wybiegła Jen.
- Jednak nie leży na mnie dobrze. - powiedziała w moim kierunku - Ohhh.. Hej. - zauważyła Hazzę i zmieszana kiwnęła mu głową.
- Cześć - odpowiedział.
- [T.I] możemy już iść ? - zapytała - zgłodniałam.
Zaczęła się śmiać
- Okej. Z Lou zobaczymy się kiedy indziej. - sztucznie uśmiechnęłam się do Hazzy.
Oddaliliśmy się nieco od chłopaka. Wiktoria machała mu na pożegnanie. Jeszcze nigdy się tak nie zachowywała.
- Dziękuję ! - szepnęłam Jen.
- Nie ma za co, musiałam Cię jakoś odciągnąć.. -nie zdążyła skończyć bo wpadła na jakiegoś chłopaka.
- Do kurwy nędzy jak łazisz !! - krzyczała Jen.
- Może by tak inne słownictwo ! - powiedziałam
- Sorry.. Przepraszam, nie zauważyłem. przepraszam - tłumaczył chłopak.
O MÓJ BOŻE!!!!!!!!
- O hej [T.I] - odezwał się on.. tak on, czyli Lou...
Spuściłam głowę nic nie odpowiadając. Jen zabrała z moich rąk Wiktorię. I zniknęła z mojego pola widzenia. Najpierw odciągnęła mnie od Harrego, żeby zaraz potem wpakować mnie tu. SUPER. Zmieszana próbowałam ominąć Lou .Ten jednak złapał mnie za przedramie.
- Zaczekaj proszę.. - powiedział spokojnie. - Proszę - powtórzył.
- Co ? - przewróciłam oczami.
- Moglibyśmy pogadać ? - zaczął - Nie tu, ale gdzieś się spotkać ?
Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Chyba nie jestem na to gotowa... Ale to mnie przecież nie ominie. Kiedy w końcu miałam się odezwać, zgodzić się, podeszła do niego jakaś laska i namiętnie pocałowała. Przy mnie. Nie wytrzymałam. Wybuchłam płaczem.
- Jak możesz !! - zaczęłam krzyczeć - Masz córkę kutasie !!
Pewnie słyszał mnie w tym momencie cały sklep. Nie wiem po co to zrobiłam. Po prostu nie mogłam znieść widoku go z inną.. Przecież to było do przywidzenia, ale mimo, to zabolało...Ominęłam ich zgrabnie i zapłakana pobiegłam do wyjścia tym samym zostawiając Lou całkowicie zdezorientowanego i w szoku.
_________________________________________________________________________________
przepraszam, że tak długo, ale mam sprzątanie przedświąteczne i te sprawy :// na szczęście już trochę ogarnęłam:)
przepraszam też za błędy. Nie poprawiałam i wstawiam z biegu, bo jak na razie nie mam czasu <<<<znowu>>>>> :(
Kocham Was i liczę na szczere komentarze :)
niedziela, 22 grudnia 2013
niedziela, 15 grudnia 2013
#1 Louis cz. 1
Na początek powiem tylko, że słowa po ' *******' pisane kursywą, to jaka jakby retrospekcja :D . Miłego czytania.
Zjebany dzień. Nic nie idzie po mojej myśli. Wiktoria zachorowała, pokłóciłam się z moją przyjaciółką, a na dodatek przyjechała mama. Super! Nie to, że nie chciałam widzieć mojej rodzicielki, czy coś w tym stylu, ale nie chciałam żeby oglądała mnie w takim stanie... Chociaż z drugiej strony to dobrze, bo mam nadzieję, że pomoże mi przy małej. Nie łatwo jest wychowywać trzyletnie dziecko samotnej matce. Chciałam trochę odpocząć od tego wszystkiego, chociaż na chwilę...
- Mamuś... Popilnujesz troszkę Tori ?? - zaczęłam - Miałam ciężki dzień i chciałabym się troszkę zrelaksować...
Miałam szczerą nadzieję, że sie zgodzi, aczkolwiek nie byłam tego pewna... Moja mama to.. Dziwna kobieta. Jest oryginalna. Kocham ją bardzo, ale czasami jej charakter jest nie do wytrzymania.
- Jasne Skarbie !! Chętnie pobędę ze swoją wnusią! - odpowiedziała.
JEST !! Zgodziła się.
- Dziekuje! To za jakieś dwie godziny będę z powrotem. - uśmiechnęłam się i wyszłam na zewnątrz.
Kierowałam się w stronę jeziora. Mimo tego, że miejsce to przywoływało wiele wspomnień, lubiłam tam chodzić. Miejsce to odrywało mnie od rzeczywistości, dawało upust nerwom i niepotrzebnych problemów. Właśnie nad tym jeziorem po raz pierwszy całowałam się z Lou. Tam odbywały się nasze najlepsze randki, ale także chwile, które nie za wesoło pamiętam. Głównie to miejsce kojarzyło mi sie właśnie z nim Louim. Potrzebuje go, Wiktoria go potrzebuje, w końcu jest jego córką, o której i tak pewnie nie wie.
Kiedy dotarłam na miejsce usiadłam pod drzewem. Od razu w oczy wrzucił mi sie napis wyryty na nim " [t.i] + Louis forever together! "
- Jakie kurwa forever...- powiedziałam sama do siebie. - Miałeś być... Tu i teraz... Razem ze mną... Więc jakie to kurwa forever ?! - z oczu zaczęły spływać mi łzy. Lubiłam tak czasami sobie popłakać. Oczyszczało mnie to duchowo w pewnym sensie. Jeżeli już jest o tym mowa, to kiedyś byłam z Louisem. Byliśmy młodzi i głupi. Hah... No bo w sumie co osiemnastoletni ludzie mogą wiedzieć o życiu... Wtedy wszystko było dla nas takie nowe i w zasięgu ręki... Pamiętam 'nasz pierwszy raz' . W końcu gdyby nie on na świecie nie byłoby Tori. Nie za bardzo wiedzieliśmy co robimy, ale nie żałuję tego. On...on przyrzekł wtedy, że będziemy zawsze razem, że bez względu na to co sie stanie, on będzie. Niestety nie dotrzymał slowa. To było najgorsze. Zaraz po naszej upojnej nocy (by było to jakiś tydzień po), Luu po prostu odszedł... Zniknął. Pokłóciliśmy się, to fakt, ale jakoś zawsze wychodziliśmy z tego obronną ręką. Niestety nie tym razem...
************
Jazda samochodem upływała bardzo powoli. Louis kierował auto w ciszy. Nie chciałam sie odzywać, bo dzisiaj coś nie tak poszło mu w pracy, chyba w pracy. Nie wiem dokładnie co sie stało. Był po prostu rozdrażniony. W końcu chłopak zaczął diametralnie przyspieszać.
- Lou proszę Cię zwolnij Kochanie - odezwałam sie w końcu ze strachem w głosie.
Ten nic nie odpowiadał. Samochód cały czas przyspieszał.
- Louis proszę Cię.. Zaczynam się bać. - mówiłam szybko.
- Nawet. Kurwa. Nie. Zaczynaj. - wycedził przez zęby.
- Co ?! Czego mam nie zaczynać?! - zdezorientowana zapytałam.
-Daj mi po prostu spokój! - krzyknął.
- Co się stało?? - pytałam nie zważając na słowa Louisa.
- Nie Twój pieprzony interes! - podniósł ponownie głos.
- Ale Lou !!
- Chcesz wiedzieć?! Tak bardzo chcesz ?! - wytrzeszczył na mnie oczy. - Zdradziłem Cię! Zdradziłem Cię kurwa !
W tym momencie nie wiedziałam co mam robić. Siedziałam tam, nie odzywałam się.. Nie ruszałam. Byłam w szoku. Najgorsze było to, że w głosie Louisa nie było odrobiny skruchy.
- I co zadowolona ?!?!? - krzyczał - Zajebiście po prostu kurwa !! Super.
Myśli szalały w mojej głowie. Miałam totalny mętlik. Nie wiedziałam w tym momencie czy byłam w stanie przebaczyć Lou... Nie wiedziałam też czy on w ogóle tego chce.
- Zatrzymaj się! - powiedziałam
- Co ?!?!
- Zatrzymaj się kurwa !! - zaczęłam krzyczeć .
- Ale Kochanie! - raptem Lou zmienił swój ton głosu.
- Teraz to Kochanie ?! KOCHANIE ?!?! Zatrzymaj się powiedziałam!!
- Ale co Ty chcesz zrobić?!
- Jedyne co chce teraz zrobić to wymazać Cię z pamięci!! Wymazać ten moment.. To co przed chwilą się zdarzyło..to...ja...ja muszę sobie poukładać. - wybuchłam płaczem
Widziałam przerażenie w oczach Louisa. Chłopak szybko zatrzymał samochód. Pośpiesznie wyszłam z niego i zaczęłam biec w kierunku parku.
************
To był ostatni raz kiedy go widziałam. Pierwszy miesiąc, kiedy prowadziłam moje przemyślenia na temat tego co będzie dalej, Lou dzwonił i pisał. Ja nie reagowałam. Ale kiedy zdałam sobie sprawę, że nadal go kocham i chce do niego wrócić było już za późno. Louis wtedy odpuścił i z tego co dowiedziałam się od jego znajomych wyjechał. Tyle. Minęło 3 lata.. A ja nadal za nim tęsknię. On pewnie zapomniał o mnie już całkiem i ułożył sobie życie z kimś innym.. Teraz tylko Wiktoria przypomina mi to jak on wygląda.. Jest do niego taka podobna... Ma duże niebieskie oczy, a o charakterze nawet nie wspomnę. Jest bardzo uparta. Cały on. Niestety Loui nie wie o której istnieniu małej. Zaraz po tym jak nasz kontakt się urwał, dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Wtedy czułam jakby cały świat się zawalił. Przynajmniej dla mnie. Nie wyobrażałam sobie jak to będzie.. Czy dam sobie radę, czy wytrzymam to wszystko. Jak widać na razie jest dość dobrze. Ale gdyby nie mama ani Ada , nawet nie wyobrażam sobie jak by to było. Ada to moja najlepsza przyjaciółka. Jest kochana. Bardzo mnie wspiera i podnosi na duchu.
Siedząc i rozmyślając nad życiem, zdałam sobie sprawę, że dochodzi 19. Czas się zbierać... Wygramoliłam sie spod drzewa i ruszyłam w stronę domu.
- Przepraszam, że tak późno...- powiedziałam zamykając drzwi - trochę się rozmyśliłam i straciłam poczucie czasu.
Mama uśmiechnęła się do mnie.
- Gdzie Tori? - zapytałam
- Śpi. Ululałam ją
- Dziekuje! - posłałam mamie ciepły uśmiech.
- Chodź Skarbie, napijemy sie kawy, pogadamy. - mówiła.
Nie miałam nic przeciwko temu. Od jej przyjazdu tak na dobrą sprawę nie gadałyśmy ze sobą.
- To co tam u Ciebie ? - zapytała.
- Dobre mamo.. Albo raczej nie jest źle. Daje radę.
- Kochanie.. - zaczęła mama - wiedzę przecież, że niektóre rzeczy Cię przytłaczającą. Powiedz proszę, że znalazłaś sobie jakiegoś chłopaka. - wypaliła
Zmieszana zaczęłam się jąkać.
- Nie mamo... W sumie to nie wiem czy w ogóle jest sens..
- Skarbie, czujesz sie samotna, wiem to. Widzę. - wzięła mnie za rękę - a sens w tym jest! Oczywiście, że jest.. Wiki potrzebuje ojca.
Zamknęłam oczy. Mama miała rację. Nawet gdybym próbowała zastąpić małej ojca to i tak nie będzie to samo. Wiem to, ponieważ sama ak jakby nigdy go nie miałam. Mój ojciec pił... Nie było go nigdy w domu, nawet go nie pamiętam, bo wyprowadziliśmy się od niego. Nie wiem teraz o nim nic.
- Wiem... - spuściłam głowę - ale ona ma już ojca.
- Ma ojca ?! Gdyby go miała to byłby tutaj z Wami.
- Ojciec to ojciec.
- Przyznaj się. Tęsknisz za nim ??
Moje oczy momentalnie zrobiły się jak pięciozłotówki. Po co jej to wiedzieć ?! Tak cała mama... Nie miałam zamiaru jej odpowiadać.
- Tęsknisz za Louis'em pytam się ?? - ciągnęła mnie za język.
- Mamo....
- Tęsknisz, czy nie ?!
Skinęłam głową.
- Ale co z tego, jak nie mieliśmy ze sobą kontaktu 3 lata, i podejrzewam, że nadal nie będziemy go mieli. - wywróciłam oczami - Ale nawet to, że za min tęsknie, nie znaczy, że do końca mu wybaczyłam.
- Co Ty opowiadasz.. - mama zaczęła kręcić głową w zamyśleniu.
- Zostawił mnie, a w cześniej zdradził.. Nie robił prawie nic, żeby mnie odzyskać.
Nie chciałam ciągnąć dalej tego tematu..
- Muszę Ci coś powiedzieć. - Zaczęła moja rodzicielka. - Tylko nie moej mi tego za złe.
Mój wyraz twarzy mówił jedynie wielkie 'cooooo ?!'
- Spotkałam ostatnio go, Lou i ... - zacięła się.
_____________________________________________________________________________
kolejna część powinna pojawić się w najbliższych dniach, a nawet dzisiaj wieczorem :)
mam już wymyślone kolejne części, teraz tylko muszę przelać to tutaj :D
Jak myślicie, co będzie dalej ? :D
co takiego 'Twoja' mama powiedziała Louisowi ? :D
Czekam na Wasze komentarze :)
LOVE YOU ALL
Kasiek :D xx
Zjebany dzień. Nic nie idzie po mojej myśli. Wiktoria zachorowała, pokłóciłam się z moją przyjaciółką, a na dodatek przyjechała mama. Super! Nie to, że nie chciałam widzieć mojej rodzicielki, czy coś w tym stylu, ale nie chciałam żeby oglądała mnie w takim stanie... Chociaż z drugiej strony to dobrze, bo mam nadzieję, że pomoże mi przy małej. Nie łatwo jest wychowywać trzyletnie dziecko samotnej matce. Chciałam trochę odpocząć od tego wszystkiego, chociaż na chwilę...
- Mamuś... Popilnujesz troszkę Tori ?? - zaczęłam - Miałam ciężki dzień i chciałabym się troszkę zrelaksować...
Miałam szczerą nadzieję, że sie zgodzi, aczkolwiek nie byłam tego pewna... Moja mama to.. Dziwna kobieta. Jest oryginalna. Kocham ją bardzo, ale czasami jej charakter jest nie do wytrzymania.
- Jasne Skarbie !! Chętnie pobędę ze swoją wnusią! - odpowiedziała.
JEST !! Zgodziła się.
- Dziekuje! To za jakieś dwie godziny będę z powrotem. - uśmiechnęłam się i wyszłam na zewnątrz.
Kierowałam się w stronę jeziora. Mimo tego, że miejsce to przywoływało wiele wspomnień, lubiłam tam chodzić. Miejsce to odrywało mnie od rzeczywistości, dawało upust nerwom i niepotrzebnych problemów. Właśnie nad tym jeziorem po raz pierwszy całowałam się z Lou. Tam odbywały się nasze najlepsze randki, ale także chwile, które nie za wesoło pamiętam. Głównie to miejsce kojarzyło mi sie właśnie z nim Louim. Potrzebuje go, Wiktoria go potrzebuje, w końcu jest jego córką, o której i tak pewnie nie wie.
Kiedy dotarłam na miejsce usiadłam pod drzewem. Od razu w oczy wrzucił mi sie napis wyryty na nim " [t.i] + Louis forever together! "
- Jakie kurwa forever...- powiedziałam sama do siebie. - Miałeś być... Tu i teraz... Razem ze mną... Więc jakie to kurwa forever ?! - z oczu zaczęły spływać mi łzy. Lubiłam tak czasami sobie popłakać. Oczyszczało mnie to duchowo w pewnym sensie. Jeżeli już jest o tym mowa, to kiedyś byłam z Louisem. Byliśmy młodzi i głupi. Hah... No bo w sumie co osiemnastoletni ludzie mogą wiedzieć o życiu... Wtedy wszystko było dla nas takie nowe i w zasięgu ręki... Pamiętam 'nasz pierwszy raz' . W końcu gdyby nie on na świecie nie byłoby Tori. Nie za bardzo wiedzieliśmy co robimy, ale nie żałuję tego. On...on przyrzekł wtedy, że będziemy zawsze razem, że bez względu na to co sie stanie, on będzie. Niestety nie dotrzymał slowa. To było najgorsze. Zaraz po naszej upojnej nocy (by było to jakiś tydzień po), Luu po prostu odszedł... Zniknął. Pokłóciliśmy się, to fakt, ale jakoś zawsze wychodziliśmy z tego obronną ręką. Niestety nie tym razem...
************
Jazda samochodem upływała bardzo powoli. Louis kierował auto w ciszy. Nie chciałam sie odzywać, bo dzisiaj coś nie tak poszło mu w pracy, chyba w pracy. Nie wiem dokładnie co sie stało. Był po prostu rozdrażniony. W końcu chłopak zaczął diametralnie przyspieszać.
- Lou proszę Cię zwolnij Kochanie - odezwałam sie w końcu ze strachem w głosie.
Ten nic nie odpowiadał. Samochód cały czas przyspieszał.
- Louis proszę Cię.. Zaczynam się bać. - mówiłam szybko.
- Nawet. Kurwa. Nie. Zaczynaj. - wycedził przez zęby.
- Co ?! Czego mam nie zaczynać?! - zdezorientowana zapytałam.
-Daj mi po prostu spokój! - krzyknął.
- Co się stało?? - pytałam nie zważając na słowa Louisa.
- Nie Twój pieprzony interes! - podniósł ponownie głos.
- Ale Lou !!
- Chcesz wiedzieć?! Tak bardzo chcesz ?! - wytrzeszczył na mnie oczy. - Zdradziłem Cię! Zdradziłem Cię kurwa !
W tym momencie nie wiedziałam co mam robić. Siedziałam tam, nie odzywałam się.. Nie ruszałam. Byłam w szoku. Najgorsze było to, że w głosie Louisa nie było odrobiny skruchy.
- I co zadowolona ?!?!? - krzyczał - Zajebiście po prostu kurwa !! Super.
Myśli szalały w mojej głowie. Miałam totalny mętlik. Nie wiedziałam w tym momencie czy byłam w stanie przebaczyć Lou... Nie wiedziałam też czy on w ogóle tego chce.
- Zatrzymaj się! - powiedziałam
- Co ?!?!
- Zatrzymaj się kurwa !! - zaczęłam krzyczeć .
- Ale Kochanie! - raptem Lou zmienił swój ton głosu.
- Teraz to Kochanie ?! KOCHANIE ?!?! Zatrzymaj się powiedziałam!!
- Ale co Ty chcesz zrobić?!
- Jedyne co chce teraz zrobić to wymazać Cię z pamięci!! Wymazać ten moment.. To co przed chwilą się zdarzyło..to...ja...ja muszę sobie poukładać. - wybuchłam płaczem
Widziałam przerażenie w oczach Louisa. Chłopak szybko zatrzymał samochód. Pośpiesznie wyszłam z niego i zaczęłam biec w kierunku parku.
************
To był ostatni raz kiedy go widziałam. Pierwszy miesiąc, kiedy prowadziłam moje przemyślenia na temat tego co będzie dalej, Lou dzwonił i pisał. Ja nie reagowałam. Ale kiedy zdałam sobie sprawę, że nadal go kocham i chce do niego wrócić było już za późno. Louis wtedy odpuścił i z tego co dowiedziałam się od jego znajomych wyjechał. Tyle. Minęło 3 lata.. A ja nadal za nim tęsknię. On pewnie zapomniał o mnie już całkiem i ułożył sobie życie z kimś innym.. Teraz tylko Wiktoria przypomina mi to jak on wygląda.. Jest do niego taka podobna... Ma duże niebieskie oczy, a o charakterze nawet nie wspomnę. Jest bardzo uparta. Cały on. Niestety Loui nie wie o której istnieniu małej. Zaraz po tym jak nasz kontakt się urwał, dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Wtedy czułam jakby cały świat się zawalił. Przynajmniej dla mnie. Nie wyobrażałam sobie jak to będzie.. Czy dam sobie radę, czy wytrzymam to wszystko. Jak widać na razie jest dość dobrze. Ale gdyby nie mama ani Ada , nawet nie wyobrażam sobie jak by to było. Ada to moja najlepsza przyjaciółka. Jest kochana. Bardzo mnie wspiera i podnosi na duchu.
Siedząc i rozmyślając nad życiem, zdałam sobie sprawę, że dochodzi 19. Czas się zbierać... Wygramoliłam sie spod drzewa i ruszyłam w stronę domu.
- Przepraszam, że tak późno...- powiedziałam zamykając drzwi - trochę się rozmyśliłam i straciłam poczucie czasu.
Mama uśmiechnęła się do mnie.
- Gdzie Tori? - zapytałam
- Śpi. Ululałam ją
- Dziekuje! - posłałam mamie ciepły uśmiech.
- Chodź Skarbie, napijemy sie kawy, pogadamy. - mówiła.
Nie miałam nic przeciwko temu. Od jej przyjazdu tak na dobrą sprawę nie gadałyśmy ze sobą.
- To co tam u Ciebie ? - zapytała.
- Dobre mamo.. Albo raczej nie jest źle. Daje radę.
- Kochanie.. - zaczęła mama - wiedzę przecież, że niektóre rzeczy Cię przytłaczającą. Powiedz proszę, że znalazłaś sobie jakiegoś chłopaka. - wypaliła
Zmieszana zaczęłam się jąkać.
- Nie mamo... W sumie to nie wiem czy w ogóle jest sens..
- Skarbie, czujesz sie samotna, wiem to. Widzę. - wzięła mnie za rękę - a sens w tym jest! Oczywiście, że jest.. Wiki potrzebuje ojca.
Zamknęłam oczy. Mama miała rację. Nawet gdybym próbowała zastąpić małej ojca to i tak nie będzie to samo. Wiem to, ponieważ sama ak jakby nigdy go nie miałam. Mój ojciec pił... Nie było go nigdy w domu, nawet go nie pamiętam, bo wyprowadziliśmy się od niego. Nie wiem teraz o nim nic.
- Wiem... - spuściłam głowę - ale ona ma już ojca.
- Ma ojca ?! Gdyby go miała to byłby tutaj z Wami.
- Ojciec to ojciec.
- Przyznaj się. Tęsknisz za nim ??
Moje oczy momentalnie zrobiły się jak pięciozłotówki. Po co jej to wiedzieć ?! Tak cała mama... Nie miałam zamiaru jej odpowiadać.
- Tęsknisz za Louis'em pytam się ?? - ciągnęła mnie za język.
- Mamo....
- Tęsknisz, czy nie ?!
Skinęłam głową.
- Ale co z tego, jak nie mieliśmy ze sobą kontaktu 3 lata, i podejrzewam, że nadal nie będziemy go mieli. - wywróciłam oczami - Ale nawet to, że za min tęsknie, nie znaczy, że do końca mu wybaczyłam.
- Co Ty opowiadasz.. - mama zaczęła kręcić głową w zamyśleniu.
- Zostawił mnie, a w cześniej zdradził.. Nie robił prawie nic, żeby mnie odzyskać.
Nie chciałam ciągnąć dalej tego tematu..
- Muszę Ci coś powiedzieć. - Zaczęła moja rodzicielka. - Tylko nie moej mi tego za złe.
Mój wyraz twarzy mówił jedynie wielkie 'cooooo ?!'
- Spotkałam ostatnio go, Lou i ... - zacięła się.
_____________________________________________________________________________
kolejna część powinna pojawić się w najbliższych dniach, a nawet dzisiaj wieczorem :)
mam już wymyślone kolejne części, teraz tylko muszę przelać to tutaj :D
Jak myślicie, co będzie dalej ? :D
co takiego 'Twoja' mama powiedziała Louisowi ? :D
Czekam na Wasze komentarze :)
LOVE YOU ALL
Kasiek :D xx
Subskrybuj:
Posty (Atom)