niedziela, 22 grudnia 2013

#1 Louis cz.2

- Spotkałam ostatnio Lou i ... - zacięła się.

- I co ?!?! - krzyknęłam...
- Powiedziałam mu gdzie mieszkasz i takie tam. - zaczęła, a moje oczy o mało nie wypadły z orbit. - Zaprosił mnie na kawę, to nadal taki sam miły chłopak i nadaj jest przystojny. - mrugnęłam okiem.
Jak ona może jeszcze się z tego śmiać ?!
- Mamo !! Jak mogłaś !!!
- Przecież sama przed chwilą powiedziałaś, że za nim tęsknisz...
- Ale to nie oznacza, że to co zrobił kiedyś zostało wymazane !!!! MAMO !!! - byłam na nią wściekła.
Może i za nim tęskniłam i często myślałam, ale to nie usprawiedliwia go, że mnie zdradził, a potem już go nie obchodziłam. Co jeśli on przyjdzie tutaj... Co jeśli ma dziewczynę.. Nie przeżyje tego... Najgorsze, co jeśli dowie się o Wiktorii. To nie tak, że nie chciałam, żeby Tori nie znała ojca, ale wydaje mi się, że to dla niej za wcześnie. Zwiąże się z nim, a on potem... A z resztą...
- Wspominałaś mu o małej ? - zapytałam już bardziej uspokojona.
- Nie.. Jakoś nie było okazji. - powiedziała - Gdybym to zrobiła wściekłabyś się na mnie.. Chyba będzie lepiej jak sama mu to powiesz.
Już jestem na ciebie wściekła... Całe szczęście, że chociaż tego nie wygadała...
- Przepraszam muszę... po prostu chcę pobyć sama.- powiedziałam i skierowałam się na górę do swojego pokoju.
Musiałam to przemyśleć. Skoro Lou pytał o adres, to pewnie ma zamiar mnie odwiedzić. Nas odwiedzić. Chyba, że mama sama mu to powiedziała. Wtedy to całkiem inna sprawa. Nie mogła trzymać języka za zębami ?! Całą mama. W końcu bardzo lubiła Louis'a. No nic. Muszę przygotować się psychicznie na spotkanie z nim, ale mam nadzieje, że może jednak do tego nie dojdzie..

***
Wstałam około 8. Fajnie, że nie muszę dzisiaj pracować.. Kiedy zeszłam na dół na stole w kuchni zastałam kartkę:
"Musiałam wracać do domu, bo szef zadzwonił i powiedział, że mamy jakąś sytuacje wyjątkową. Mam nadzieję, że sobie poradzisz. Powodzenia Kochanie z Tori i z Lou też. Życzę najlepszego ! Mama xx"
Musiała wtrącić swoje 3 grosze o Lou.. Jasne... Mogła mnie obudzić ! Nie rozumiem tej kobiety... Zrobiłam sobie kawę. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Moje serce podskoczyło na myśl, ze mógłby to być on. Chyba nie jest na tyle głupi żeby przychodzić do kogoś zaraz po 8 rano. Mam nadzieję... Poszłam otworzyć drzwi i ujrzałam w nich Jeni. Przecież wczoraj się pokłóciłyśmy.. Ech..
- Cz..cześć [T.I] . Przepraszam za wczoraj.. poniosło mnie trochę.. Sama wiesz jaka jestem... Nie mogłam bez Ciebie wytrzymać nawet chwili.. Za bardzo Cię kocham ! - mówiła robiąc maślane oczy.
- Szczerze mówiąc, to też było mi trochę głupio.. - przytuliłam ją. - Proszę wchodź.
Dziewczyna zdjęła bluzę i pokierowała się w stronę kuchni.
- Co tam u Ciebie ? - zapytała nalewając sobie soku. Czuła się jak u siebie. Tak na prawdę nie przeszkadzało mi to, byłyśmy jak siostry..
- Wczoraj była u mnie mama - zaczęłam - ale dzisiaj rano wyjechała.
Jen zmarszczyła czoło.
- Praca. - powiedziałam.
- Aa .. Było coś jeszcze ciekawego ? Co u Twojej mamy ? Jak u niej leci ? - wypytywała.
- Właściwie to całkiem dobrze... Pomijając szczegół, że wkurzyła mnie to całkiem nieźle.
- Dlaczego Cię wkurzyła ? - roześmiała się Jeni
- Widziała się z Lou.....
Opowiedziałam jej całą historię. Ona sama nie wiedziała co ma mi poradzić. Zaproponowała mi tylko zakupy. Dobrze, że Wiki już wstała, to ją weźmiemy.
- Okeeej, to gdzie najpierw ?? Chciałabym kupić sobie jakąś nową bluzkę... - mówiła Jen.
Weszłyśmy do pierwszego lepszego sklepu z odzieżą.
- Patrz na tą !! - o mały włos nie zaczęła krzyczeć. - Muszę ją przymierzyć.
Wzięła bluzkę do ręki i pobiegła do przymierzalni.
- Chodź ze mną, będziesz pilnować - krzyczała.
Podąrzyłam do niej z Wiktorią na ręku. W końcu mignęła mi się jakaś znajoma twarz. Przeszły mnie ciarki. Wlazłam Jen do kabiny.
- Co Ty tu robisz ?!? - krzyknęła zakrywając stanik rękoma.
Przewróciłam tylko oczami, a ta zaczęła się śmiać.
- Wydawało mi się, że widziałam Harrego... - zamyśliłam się na chwilę.
- Wydawało Ci się ?! Masz jakąś schizę, mówię Ci... - pokręciła głową - a teraz wynocha stąd !! Chce w spokoju się przebrać.
Może miała racje.. Może tylko mi się wydawało.. Przecie..
- Siema !! Kope lat !!! - usłyszałam zza siebie znajomy głos.
Odwróciłam się. O CHOLERA ! Tak to był Harry.. Wiedziałam, kurwa wiedziałam..
- Cz...cześć. - odpowiedziałam i niechętnie się uśmiechnęłam.
- Co tam u Ciebie ? Jak się masz ? - pytał z błyskiem w oku.
- W porządku, dziękuję - odpowiedziałam
- A co to za mały szkrabek ? - popatrzył na małą.
Wyciągnął do niej swoją dużą dłoń.
- Jestem Harry - uśmiechnął się.
Tori na początku niepewnie złapała za jego rękę.
- Wiktolia - powiedziała, na co zdziwiłam się, bo rzadko kiedy jest taka śmiała, a jeszcze rzadziej do nieznajomych jej osób.
- Słodko - powiedział Harry - To dziceko znajomej ? - zapytał
- Nie właściwie to.. moje - zająkałam się i spuściłam zmieszana głowę.
- Oł..sorki nie wiedziałem.. To gratulacje! - krzyknął. - LOUIS!!! LOU !!! - nagle zaczął się drzeć.
ON TU JEST ?!!?
- Oh.. mam nadzieje, że zaraz się znajdzie, ostatnio wspominał, że chce Cię odwiedzić - Hazz pśócił mi oczko - To ile to cudo ma lat ? - zapytał wskazując na Tori.
- Trzy - odpowiedziałam krótko.
- Trzy powiadasz.. - zamyśli się. Oby nic nie podejrzewał.
Nagle, z przymierzalni wybiegła Jen.
- Jednak nie leży na mnie dobrze. - powiedziała w moim kierunku - Ohhh.. Hej. - zauważyła Hazzę i zmieszana kiwnęła mu głową.
- Cześć - odpowiedział.
- [T.I] możemy już iść ? - zapytała - zgłodniałam.
Zaczęła się śmiać
- Okej. Z Lou zobaczymy się kiedy indziej. - sztucznie uśmiechnęłam się do Hazzy.
Oddaliliśmy się nieco od chłopaka. Wiktoria machała mu na pożegnanie. Jeszcze nigdy się tak nie zachowywała.
- Dziękuję ! - szepnęłam Jen.
- Nie ma za co, musiałam Cię jakoś odciągnąć.. -nie zdążyła skończyć bo wpadła na jakiegoś chłopaka.
- Do kurwy nędzy jak łazisz !! - krzyczała Jen.
- Może by tak inne słownictwo ! - powiedziałam
- Sorry.. Przepraszam, nie zauważyłem. przepraszam - tłumaczył chłopak.
O MÓJ BOŻE!!!!!!!!
- O hej [T.I] - odezwał się on.. tak on, czyli Lou...
Spuściłam głowę nic nie odpowiadając. Jen zabrała z moich rąk Wiktorię. I zniknęła z mojego pola widzenia. Najpierw odciągnęła mnie od Harrego, żeby zaraz potem wpakować mnie tu. SUPER. Zmieszana próbowałam ominąć Lou .Ten jednak złapał mnie za przedramie.
- Zaczekaj proszę.. - powiedział spokojnie. - Proszę - powtórzył.
- Co ? - przewróciłam oczami.
- Moglibyśmy pogadać ? - zaczął - Nie tu, ale gdzieś się spotkać ?
Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Chyba nie jestem na to gotowa... Ale to mnie przecież nie ominie. Kiedy w końcu miałam się odezwać, zgodzić się, podeszła do niego jakaś laska i namiętnie pocałowała. Przy mnie. Nie wytrzymałam. Wybuchłam płaczem.
- Jak możesz !! - zaczęłam krzyczeć - Masz córkę kutasie !!
Pewnie słyszał mnie w tym momencie cały sklep. Nie wiem po co to zrobiłam. Po prostu nie mogłam znieść widoku go z inną.. Przecież to było do przywidzenia, ale mimo, to zabolało...Ominęłam ich zgrabnie i zapłakana pobiegłam do wyjścia tym samym zostawiając Lou całkowicie zdezorientowanego i w szoku.


_________________________________________________________________________________

przepraszam, że tak długo, ale mam sprzątanie przedświąteczne i te sprawy :// na szczęście już trochę ogarnęłam:)
przepraszam też za błędy. Nie poprawiałam i wstawiam z biegu, bo jak na razie nie mam czasu <<<<znowu>>>>> :(
Kocham Was i liczę na szczere komentarze :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz