- Wkurzasz mnie !! - wybiegłam krzycząc. - Nawet nie masz pojęcia jak bardzo !
Skierowałam się w stronę centrum Londynu. Nawet nie wiedziałam kiedy, zaczęłam płakać. Miałam już dość moich rodziców.. Dosyć... Cały czas mówią mi co mam robić, a mam już 20 lat. Chcę się usamodzielnić, a z tego co widać nawet nie mogę mieć normalnego chłopaka, takiego, którego chcę...
Pośpiesznym krokiem weszłam do KFC. Zamówiłam colę i ruszyłam w poszukiwaniu jakiegoś miejsca. Było z tym trudno, ponieważ była pora, kiedy wszyscy normalni ludzie wychodzą ze szkoły i idą na lunch czy coś. W końcu wypatrzyłam miejsce w samym rogu pomieszczenia. Zostawiłam na krześle sweter i wcześniej zamówioną colę, żeby nikt nie zajął mi miejsca, a sama poszłam do ubikacji, z uwagi na to, że z moich oczu nadal leciały łzy. Ogarnęłam się trochę. Chociaż nadal miałam czerwone oczy, wyglądałam o wiele lepiej, niż wtedy, kiedy tu przyszłam. Gdy podeszłam do stolika, o dziwo był zajęty. Po drugiej stronie siedział jakiś chłopak. Mimo, że był koniec lata, chłopak miał założony kaptur i okulary przeciwsłoneczne.
- Przepraszam, ale tu było zajęte. - stanowczo powiedziałam, po czym wymusiłam uśmiech.
Obcy nie odpowiadał.
- Ekchem ! - odchrząknęłam - Zajęłam to miejsce.
Nadal żadnej odpowiedzi.
- Dobrze w takim razie. - usiadłam na swoim poprzednim miejscu i zaczęłam sączyć colę.
- Prz..przepraszam - w końcu zaczął nieznajomy - nie mogłem znaleźć żadnego miejsca więc pomyślałem.. przepraszam.
- Nic nie szkodzi. Mógłbyś jednak być bardziej miły, kiedy tylko się tu pojawiłam. - przewróciłam oczami.
Nieznajomy spuścił głowę, a teraz ja zdałam sobie sprawę, że to co przed chwilą powiedziałam nie było za bardzo na miejscu.
- Jestem [T.I.] - uśmiechnęłam się i wyciągnęłam rękę do nieznajomego.
- Ermmm..Jestem.. jestem Harry - rozejrzał się dokoła, po czym uścisnął moją dłoń.
- Miło mi - chciałam jakoś kontynuować rozmowę.
- Jesteś stąd ? - zapytał po dłuższej chwili Harry.
Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się tego. Przed chwilą wydawało mi się, że nie chce ze mną rozmawiać.
- Nie..- pokręciłam głową - Jestem Polką.
- Tak myślałem. - ponownie się uśmiechnął, a ja zauważyłem jego urocze dołeczki w policzkach.
Wydawało mi się, że skądś go kojarzę..
- Dlaczego ? - wypaliłam - To znaczy dlaczego tak myślałeś ?
- Masz bardzo niespotykane tutaj imię - zrobił przerwę - Nie mówię, że jest nieładne, bo jest śliczne, tylko, że no.. nie słyszałem jeszcze takiego.
- Dziękuję. - odpowiedziałam niepewnie.
- Do tego masz specyficzny akcent. Od razu wyczułem, że coś jest nie tak..znaczy, że nie jesteś stąd. - zmieszany uśmiechnął się. - Opowiesz mi coś o Polsce?
Znowu nie spodziewałam się jego pytania. Cóż.. w sumie i tak nie mam nic do roboty, a do domu na razie nie chcę wracać.
- Z przyjemnością - powiedziałam. - Ale mam prośbę.
- T.. Tak ? - zapytał Harry.
- Mógłbyś zdjąć chociaż te okulary ? - zaśmiałam się. - Nie czuję się zbyt swojo.. - skrzywiłam swoje usta.
Harry wyglądał na takiego, jakby się przestraszył, ale w pewnym momencie odpowiedział.
- Okej.. nie ma sprawy.
Zdjął swoje okulary, a mnie olśniło.
- Harry ? - zabrzmiałam bardziej jakbym stwierdzała fakt, a nie pytała
- Słucham ? - uśmiechnął się.
- Styles ?! - o mały włos nie krzyknęłam.
- Proszę, tylko nie krzycz - przerwał - tylko nie krzycz - powtórzył cicho.
- Dobrze. - powiedziałam cicho - O mój Boże ! - wyrwało mi się, ale natychmiast zakryłam usta ręką.
- Dziękuję. - kiwnął głową.
- O matkooo - podstępnie się uśmiechnęłam.
- O co chodzi ?
- To się moja rodzinka zdziwi jak się dowie z kim teraz rozmawiam.. - zaśmiałam się - Ty jesteś ten z One Direction !
- Ciiiii - skarcił mnie wzrokiem
- Przepraszam.
- To jak ? - śmiesznie podniósł brwi - Opowiesz mi o tej Polsce czy nie?
- Polska to.. kraj jak inne - skrzywiłam się. - Mamy tam najlepsze jedzenie pod słońcem !
Harry się zaśmiał.
- Ale skoro ty jesteś TEN - wyraźnie zaakcentowałam to słowo - Harry, to muszę ci nasłodzić - oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Więęęęc... mamy tam najlepsze fanki na ziemi ! - uśmiechnęłam się triumfalnie. - Z reszt jak widać - pokazałam palcem na siebie.
Harry uśmiechnął się.
- Musicie w końcu nas odwiedzić ! - tym razem to ja wyszczerzyłam zęby.
- Jeżeli wy wszystkie tak, jesteście takie piękne jak ty, to mogę lecieć już teraz !
Zarumieniłam się i nie wiedziałam jak mam na to zareagować. I tak trzymałam się dobrze, bo jestem wielką fanką 1D... To co teraz się tu dzieje to.. To nieprawdopodobne... Czuję się tak, jakbym śniła. Dotychczas znałam Harrego jedynie z gazet, z internetu i telewizji, a teraz ?! Teraz mam szansę poznać go, takiego jakim jest na prawdę, a nie takiego, jakiego tworzą media. Z zamyśleń wyrwał mnie głos mojego idola.. Niesamowite.. Mojego idola...
- Dlaczego przeprowadziłaś się do Londynu ? - zapytał.
- Mój ...mój ojciec ma tu bardzo dobrą pracę.. - zaczęłam - nawet, kiedy mieszkaliśmy razem z mamą w Polsce, tato przyjeżdżał tutaj, i rzadko kiedy był w domu.. Rodzice postanowili więc przeprowadzić się tutaj.. - posmutniałam na końcu
- Coś.. coś nie tak ?
- Wszystko w porządku tylko... - zrobiłam pauzę - A z resztą, co ja ci będę mówić.. Masz pewnie swoje problemy..
- Tylko co ??? - dopytywał - Zaczęłaś to skończ !
- Tylko, że tutaj miało być 'lepsze życie' - po policzku spłynęła mi łza, którą szybko wytarłam. - Mój ojciec jest współwłaścicielem lotniska Heathrow.. A może bardziej sponsorem.. Nie żebym się chwaliła, ale jest niezłą szychą.
- Nie wiem co jeszcze chcieć.. - Harry kręcił głową
- Miłości.. - wybuchłam płaczem. Nie potrafiłam tego zatrzymać. - Nienawidzę go za to, kim jest.. I za to co robi ze mnie.
Harry popatrzył na mnie jak na idiotkę.
- Chodzę do prywatnej szkoły.. Rodzice wybierają mi przyjaciół.. Z kim mogę się spotykać, a z kim nie... - zaczęłam wyjaśniać. - A ja mam już tego dosyć... Nie chce być dalej atrapą człowieka. Chce normalnie żyć.. Jak reszta ludzi w moim wieku.. Nie chce być 'tą z wyższej sfery'. Chce być po prostu tą, którą jestem w środku.. - od nowa łzy zaczęły mi spływać.
- Nie płacz kocie.. Jesteś wspaniałą dziewczyną i zasługujesz na takie samo życie.. Nie martw się... - Harry przesiadł się koło mnie i objął ramieniem.
- Dziękuję.. Ale nie wiem jak to będzie... Dzisiaj zerwałam ze swoim chłopakiem.. Albo raczej jakimś gościem, z którym rodzice kazali mi być, booo ... 'to człowiek na 'naszym poziomie' . Prawdę mówiąc wcale go nie kochałam.. Co ja gadam.. Nawet go nie znałam.. To było bardziej na pokaz.. - głośno przełknęłam ślinę - Dzisiaj kiedy mama się o tym dowiedziała, powiedziała cytuje 'Nie podoba mi się twoje zachowanie, nie podoba mi się to, jak lekceważysz mnie i ojca, nie podoba mi się to, że z nim zerwałaś!! Co ty sobie myślisz ?!' jeszcze trochę pokrzyczała..
- A Ty co ?! - przerwał Hazz
- Ja... emm.. Ja wybiegłam z domu.. - pokiwałam głową.
- Dziewczyno musisz się stawiać !! - klepnął się zaczepnie w ramię.
- Myślisz, że nie próbowałam.. Nie chce ryzykować kolejnym szlabanem..
- Szlabanem ?! - krzyknął Harry - masz... Właściwe to ile masz lat? - zapytał.
- Dwadzieścia. - odpowiedziałam krótko.
- Masz dwadzieścia lat i oni dają ci jeszcze szlaban ?! Na prawdę trochę zryci.. - powiedział - Bez obrazy - dodał po chwili.
- Nie no spoko.. taka prawda... - spuściłam głowę - Dobra.. Ja tu gadam, wyżalam ci się.. Teraz ty coś opowiedz... Masz o wiele ciekawsze życie ode mnie. - uśmiechnęłam się do niego.
- Czasami też nie jest kolorowo.. - skrzywił się - Ale gdy pomyślę i zastanowię się nad tym.. To w sumie nie chcę robić nic innego.
Rozmawialiśmy jeszcze dobre dwie godziny... Harry to na prawdę wspaniały człowiek.
Wieczorem kiedy weszłam na Twittera, zobaczyłam to co napisał Harry:
* @Harry_Styles: Wspaniały dzień z @_Girl_ . Dziękuję !
To świetna dziewczyna !! Mam nadzieję, że to kiedyś powtórzymy. Już za Tobą tęsknie :) *
Nadal nie mogłam uwierzyć w to co się stało.. A teraz jeszcze sam on do mnie napisał..
* @_Girl: @Harry_Styles Również dziękuję Nareszcie mogłam się komuś wygadać.. A co do drugiej części wypowiedzi.. Z miłą chęcią, tylko może nie aż tak publicznie, hym ? :D *
Na razie nic nie mówiłam rodzicom. Może rzeczywiście powinnam coś ze sobą zrobić.. Po prostu ich zostawić...
*następnego dnia*
Ze snu obudził mnie dzwoniący telefon. Zobaczyłam na wyświetlacz. Harry. To się nie dzieje na prawdę... Nie.. to niemożliwe... Odebrałam
"Harry: Cześć piękna, przepraszam, że dzwonie tak wcześnie, ale mam na prawdę poważną sprawę.
Ja: Hej Harry. Słucham ?
Harry: To nie jest sprawa na telefon. Mówiłem, że to coś poważnego.. Mogłabyś wyjść teraz na parku w centrum ?
Ja: Ale że.. teraz ?
Harry: Tak.. proszę..
Ja: No dobrze.. mogę się chociaż się ubrać i umyć ?
Harry: Okej.. To widzimy się niedługo Kocham Cię !
Ja: Słucham ?!
Harry: Do potem
Ja: Do potem."
Czego on chciał ?! Nie mam pojęcia.. Szybko wstałam z łóżka. Ogarnęłam się i wyszłam nie mówiąc nic nikomu.
Szłam rozglądając się.
- Heeej !! Tu jestem !!! - usłyszałam głos Harrego za sobą.
- Cześć - odpowiedziałam nieśmiało.
Harry przytulił mnie do siebie. Swoją drogą nie wyglądał jak Harry. Tak jak wczoraj miał na sobie kaptur i ciemne okulary.
- Muszę ci coś powiedzieć.
- Dawaj - odpowiedziałam podekscytowana.
- Wiem, że nie znamy się za długo, ale muszę ci to powiedzieć. - uśmiechnął się.
- Zakochałem się z kimś !
- To wspaniale Harry !! - przytuliłam go do siebie. - Opowiadaj kto to !!
Usiedliśmy na ławce.
- Niedawno ją poznałem.. - zaczął - Jest śliczna... Kiedy jest obok czuję coś takiego, czego nie czuję przy nikim innym.. A nazywa się... [T.I.]
Siedziałam tam z otwartą buzią.
- Kocham Cię [T.I.] - spojrzał mi w oczy - Powiedz, jeśli nie chcesz, to przestane.
Powiedział i zaczął mnie całować. Nie potrafiłam tego przerwać.. Harry.. On był spełnieniem wszystkich moich marzeń.. Chyba też go kochałam...
W pewnym momencie Harry odsunął się ode mnie.
- Nie przestałaś - powiedział cicho.
- Bo chyba Cię kocham Hazz... - uśmiechnęłam się i ponownie złączyłam nasze usta w pocałunku.
* * *
Dumnie idąc z Harrym za rękę wprowadziłam go do mojego domu.
- Mamo... - zaczęłam niepewnie. - To jest.. to.. Harry . - wskazałam na niego ręką.
Harry wziął rękę mojej mamy i ją ucałował.
- Miło mi Panią poznać. - uśmiechną się do niej.
- [T.I.] możesz na chwilkę ? - wypaliła mama.
Kiedy odeszłyśmy trochę dalej mama zaczęła:
- Nie podoba mi się to, że tu go przyprowadziłaś - powiedziała stanowczo. - On mi się nie podoba. Nie jest dla Ciebie. Masz zabronione się z nim spotykać. - wycedziła ostrym tonem.
- Ale mamo... - próbowałam coś powiedzieć.
- Żadnego 'ale' ! To nie jest chłopak dla ciebie ! Samo to, że jest w jakimś zespoliku, nie ułatwia sprawy ! Takie gwiazdeczki są rozwydrzone, a już na pewno nie w naszym poziomie.
- Harry jest inny ! - krzyknęłam.
- Nie podoba mi się twój ton. Powiedziałam już, nie podoba mi się to !
- A wiesz co mi się nie podoba ?! Ty mi się nie podobasz, to że cały czas mną dyrygujesz, to jakiś obłęd ! Nie jestem twoją własnością ! Chce podejmować własne wybory! Co z tego, że będę popełniać błędy.. To się nazywa życie.. Harry to chłopak dla mnie kocham go i gówno mnie obchodzi co o tym sądzisz.. Jeśli, nie chcesz tego zaakceptować to bardzo mi przykro... Żegnaj mamo! - zaakcentowałam wyraz 'mamo', a zaraz potem wybiegłam z pomieszczenia łapiąc po drodze Harrego za rękę.
- Co się stało ? - zapytał zdezorientowany.
- Sprzeciwiłam się...
- Ale przecież to nie jest tego war... - nie dokończył, bo mu przerwałam.
- To jest tego warte... Kocham Cię.. przy nich nigdy nie czułam się tak szczęśliwa jak przy tobie.. Ty jesteś najwspanialszą osobą w moim życiu.. Jesteś tego warty uwierz mi.
- Jesteś ... jesteś najlepsza, najukochańsza.. - Harry pocałował mnie - Łał... Sprzeciwiłaś się.. - uśmiechnął się.
- Ale.. co teraz będzie ?
- Kochanie... Chodź. - wziął mnie za rękę i wprowadził do samochodu. - Teraz.. teraz będzie to.. Pojedziemy gdzieś.. Byle gdzie.. Będziemy cieszyć się życiem i kochać.. - przerwał - potem... potem.. Jakoś to będzie. Ale najważniejsze, że razem !
Zaczęłam płakać.. W tamtej chwili byłam już całkiem pewna, że Harry jest wart wszystkiego...
- Kocham Cię.. - powiedział Harry i kolejny raz już tego dnia złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
Przed nami była tylko droga.. i głowy pełne marzeń...
______________________________________________________________________________
pierwszy z Harrym :) mam nadzieję, że się spodoba, bo strasznie się nad nim napracowałam... Chciałam tylko dodać, że nazwa twittera została zmyślona :D
mam nadzieję, że się spodoba :D
Kocham Was ! ;*
sobota, 1 lutego 2014
#1 Louis cz.3
______________________________ _______________________
<perspektywa Louis'ego>
Odkąd tylko wróciłem do UK chciałem spotkać się z [T.I.]. Strasznie za nią tęskniłem. Tak.. zawaliłem. Chciałabym ją przeprosić za wszystko.. Za to, że tak łatwo odpuściłem.. Za to, że wtedy na nią krz...yczałem.. Mimo, że minęło już prawie 3 lata, dalej pamiętam ten moment. Mam nadzieję, że nie ułożyła sobie życia z kimś innym. Nie przeżyłbym tego. Oczywiście chce jej szczęścia, ale jeśli zobaczę jakiegoś obcego faceta u jej boku moje serce rozpadnie się na tysiąc cholernych kawałeczków, których nie dam rady poskładać. Byłem głupi, że tak łatwo dałem jej tak po prostu odejść.. Nadal jestem głupi, wierząc w to, że mi przebaczy.. Spróbować zawsze warto. Mam wielką nadzieję, że jednak dalej coś do mnie czuje, tak jak ja do niej... Ale jak to mówią.. Nadzieja matka głupich no nie..
Trzy lata próbowałem wmówić sobie, że potrafię normalnie żyć bez [T.I.]... Jak widać na marne... Chociaż spotykałem się z Amy, to ciąglę myślałem o niej... Chciałem oszukać sam siebie... Nie udało się.. Serce najlepiej wie czego chce.. Co ja pierdole o tym sercu tak w kółko.. Jestem idiotą.. Idiotą i już. A do tego jeszcze ten dzisiejszy dzień.. Co się w ogóle do chuja stało ?! Miałem super okazję do tego, żeby umówić się z moją Księżniczką i pogadać, przeprosić.. Wtedy wtargnęła Amy.. Przecież z nią zerwałem!
- Kiego wuja mnie całowałaś?! - głośno krzyknąłem na Amy.. Może odrobinę za głośno.
- Żeby pokazać ci, że jednak coś do mnie czujesz ! Powiedz, że kiedy cię całowałam czułeś 'to' !
- Nie czuje kurwa! Ile razy jeszcze mam to powtarzać ?! Ty i ja to zamknięty rozdział. ZAMKNIĘTY!!!
Szybko wyminąłem Amy. Chciałem dogonić [T.I.]. Jeśli nie zdążę, to pójdę do niej, do domu. Nie odchodzi mnie to, czy będę musiał nocować pod jej drzwiami, bo mnie nie wpuści.. Już raz odpuściłem.. Nie chce więcej popełniać tego samego błędu...Do tego krzyczała jeszcze, że mam córkę. Co to ma w ogólne znaczyć? Mam kompletny mętlik w głowie, ale najważniejsze teraz to odzyskać [T.I.].. Nic więcej nie ma znaczenia.
______________________________ ______________________________ ____________________________
<perspektywa [T.I.]>
Biegłam szybko do domu, cały czas płacząc. Po co ja się tam zatrzymywałam ?! I na dodatek wymsknęło mi się co nieco o Tori... Muszę ją zabrać od Jen... Jejuuu... Wszystko zaczyna się znowu jebać... Wbiegłam do domu. Miałam nieuregulowany oddech. Odruchowo walnęłam pięścią we wcześniej zamknięte drzwi. Dlaczego to wszystko jest tak pogmatwane ?! Po jakimś czasie zorientowałam się, że w domu nie ma dziewczyn. Weszłam do kuchni a na stole zauważyłam karteczkę. Była od Jen:
"Wiktoria jest u mnie. Wzięłam ją po to, żebyś miała spokój. Weź prysznic, prześpij się, zrób cokolwiek. Nie dziękuj Pamiętaj, słuchaj głosu serca, nie rozumu. Czasami może wydawać się ono sprzeczne z rzeczywistością, ale uwierz mi, serce zawsze wie najlepiej...Kocham Cię ! xx "
Może miała rację.. Udałam się do pokoju, po świeże ubrania. Zaraz potem weszłam pod prysznic. Woda chociaż na chwilę zmywała mnie z problemów i kłopotów.. Z resztą, co ja się nad sobą użalam.. Na świecie są ludzie, którzy mają gorzej i jakoś dają sobie radę, a ja nie mam takiej sytuacji nawet w 1/3 ... Po 'kąpieli' siadłam przed telewizorem i włączyłam jakieś romansidło... W pewnym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi.
- No do cholery jasnej !!!! Jack zaraz oświadczy się Maddie !! - krzyczałam w kierunku drzwi.
Dlaczego Jeni zawsze wybiera takie momenty ?! Zwlekłam się z kanapy.
-A z resztą, po co dzwonisz ? - mówiłam w drodze do drzwi - Masz swoje klucze, więc na prawdę nie wiem dlacz... - otworzyłam i zaniemówiłam. Po drugiej stronie stał.. stał Louis. Nie wiedząc co robić, jak jakaś świnia zamknęłam mu drzwi przed nosem. Nie udało mi się jednak, bo wsadził nogę, tak, że nie mogłam ich domknąć.
- Możemy pogadać ? - zaczął - Proszę.. Bardzo mi na tym zależy...Proszę.. - powtórzył
Stałam tam, z otwartą buzią i wytrzeszczonymi oczami. Minęło pewnie sporo czasu zanim odważyłam się cokolwiek powiedzieć.
- W...wchodź. - wskazałam gestem ręki, żeby wszedł do środka.
- Dziękuję. - uśmiechnął się.
- Napijesz się czegoś, może - zaczęłam.
- To co zwykle. - powiedział i puścił mi oczko.
WTF ?! W T F ? !
Zrobiłam mu herbatę bez cukru i postawiłam w salonie na stoliku. Lou siedział na kanapie.
- Więęc... - zaczęłam nieśmiało.
- Więc przyszedłem tutaj żeby cię przeprosić.. Za wszystko.. Za łatwo się poddałem i dałem ci odejść tak po prostu... - mówił patrząc prosto w moje oczy.
- Loui...
- Cicho, teraz ja mówię, daj mi skończyć - powiedział stanowczo - Zachowałem się jak głupek, wiem. I wiem też, że może to za późno, ale [T.I.] zawsze powtarzałaś, że lepiej późno niż wcale, tak ? - zachichotał - Do rzeczy.. Nadal cię kocham [T.I.] ... O niczym innym nie marzę, chcę, żebyś mi wybaczyła.. Chcę, żebyś nadal była moją dziewczyną, chcę, żebyś mnie kochała, tak ja ja ciebie, chcę budzić się rano obok ciebie, patrzeć w te twoje śliczne oczy, szeptać czułe słówka i w kółko powtarzać, że cię kocham, ale proszę wybacz mi.. Proszę... - złapał mnie za rękę, a z jego oczu uleciała łza.
- Lou.. - zatrzymałam się na chwilę.
To co przed chwilą powiedział to były najwspanialsze słowa, jakie kiedykolwiek usłyszałam.
- Tak wiem, że minęły już 3 lata, ale ja po prostu nie mogę bez ciebie.. nie mogę - powtarzał.
Louis przybliżył się do mnie niebezpiecznie blisko, aż w końcu złączył nasze usta w pocałunku. Nie mogłam tego przerwać.. Szczerze mówiąc to nawet nie chciałam.. Tak bardzo mi tego brakowało.. Chyba nadal go kochałam.. '...słuchaj głosu serca, nie rozumu. Czasami może wydawać się ono sprzeczne z rzeczywistością, ale uwierz mi, serce zawsze wie najlepiej...' słowa z kartki Jen cały czas chodziły mi po głowie... Oderwałam się o Lou.
- Słuchaj głosu serca.. - szepnęłam prawie niesłyszalnie. - Ja.. ja też Cię kocham Louis... - na ustach chłopaka pojawił się ten nieskazitelnie biały uśmiech, którego tak bardzo mi brakowało. - Stęskniłam się Kochanie. - rzuciłam się w jego ramiona. - Ja też cię przepraszam.. Zachowałam się dziecinnie.. Przepraszam.
Louis zaśmiał się.
- Ale jest coś jeszcze o czym powinieneś wiedzieć... - zaczęłam przeciągle. - Masz... masz córeczkę.
- Co ?!?! - wytrzeszczył oczy - Ale jak to ?!
- Masz córeczkę, Wiktorię, ma 3 latka - powtórzyłam dumnie.
- Dlaczego nie powiedziałaś o tym wcześniej ?! Kurwa dlaczego ?!
Myślałam, że jest na mnie zły..
- Lou ja.. ja się bałam... - z przerażeniem odpowiedziałam.
- Kochanie!! To świetnie!! Na pewno jest tak piękna jak mamusia !! Ale dlaczego tak późno.. Nie wiedziałem o jej istnieniu.. Nie widziałem jak dorasta.. Boże.. Mam córkę..
Uśmiechnęłam się do niego.
- Wiktoria.. Ślicznie - powiedział Louis i ponownie mnie pocałował..
________________________________________________________________________________
napisałam go już dawno. dodałam nawet na Polish Directioners tu zapomniałam :/
przepraszam, liczę na komentarze :D
enjoy ! :D
<perspektywa Louis'ego>
Odkąd tylko wróciłem do UK chciałem spotkać się z [T.I.]. Strasznie za nią tęskniłem. Tak.. zawaliłem. Chciałabym ją przeprosić za wszystko.. Za to, że tak łatwo odpuściłem.. Za to, że wtedy na nią krz...yczałem.. Mimo, że minęło już prawie 3 lata, dalej pamiętam ten moment. Mam nadzieję, że nie ułożyła sobie życia z kimś innym. Nie przeżyłbym tego. Oczywiście chce jej szczęścia, ale jeśli zobaczę jakiegoś obcego faceta u jej boku moje serce rozpadnie się na tysiąc cholernych kawałeczków, których nie dam rady poskładać. Byłem głupi, że tak łatwo dałem jej tak po prostu odejść.. Nadal jestem głupi, wierząc w to, że mi przebaczy.. Spróbować zawsze warto. Mam wielką nadzieję, że jednak dalej coś do mnie czuje, tak jak ja do niej... Ale jak to mówią.. Nadzieja matka głupich no nie..
Trzy lata próbowałem wmówić sobie, że potrafię normalnie żyć bez [T.I.]... Jak widać na marne... Chociaż spotykałem się z Amy, to ciąglę myślałem o niej... Chciałem oszukać sam siebie... Nie udało się.. Serce najlepiej wie czego chce.. Co ja pierdole o tym sercu tak w kółko.. Jestem idiotą.. Idiotą i już. A do tego jeszcze ten dzisiejszy dzień.. Co się w ogóle do chuja stało ?! Miałem super okazję do tego, żeby umówić się z moją Księżniczką i pogadać, przeprosić.. Wtedy wtargnęła Amy.. Przecież z nią zerwałem!
- Kiego wuja mnie całowałaś?! - głośno krzyknąłem na Amy.. Może odrobinę za głośno.
- Żeby pokazać ci, że jednak coś do mnie czujesz ! Powiedz, że kiedy cię całowałam czułeś 'to' !
- Nie czuje kurwa! Ile razy jeszcze mam to powtarzać ?! Ty i ja to zamknięty rozdział. ZAMKNIĘTY!!!
Szybko wyminąłem Amy. Chciałem dogonić [T.I.]. Jeśli nie zdążę, to pójdę do niej, do domu. Nie odchodzi mnie to, czy będę musiał nocować pod jej drzwiami, bo mnie nie wpuści.. Już raz odpuściłem.. Nie chce więcej popełniać tego samego błędu...Do tego krzyczała jeszcze, że mam córkę. Co to ma w ogólne znaczyć? Mam kompletny mętlik w głowie, ale najważniejsze teraz to odzyskać [T.I.].. Nic więcej nie ma znaczenia.
______________________________
<perspektywa [T.I.]>
Biegłam szybko do domu, cały czas płacząc. Po co ja się tam zatrzymywałam ?! I na dodatek wymsknęło mi się co nieco o Tori... Muszę ją zabrać od Jen... Jejuuu... Wszystko zaczyna się znowu jebać... Wbiegłam do domu. Miałam nieuregulowany oddech. Odruchowo walnęłam pięścią we wcześniej zamknięte drzwi. Dlaczego to wszystko jest tak pogmatwane ?! Po jakimś czasie zorientowałam się, że w domu nie ma dziewczyn. Weszłam do kuchni a na stole zauważyłam karteczkę. Była od Jen:
"Wiktoria jest u mnie. Wzięłam ją po to, żebyś miała spokój. Weź prysznic, prześpij się, zrób cokolwiek. Nie dziękuj Pamiętaj, słuchaj głosu serca, nie rozumu. Czasami może wydawać się ono sprzeczne z rzeczywistością, ale uwierz mi, serce zawsze wie najlepiej...Kocham Cię ! xx "
Może miała rację.. Udałam się do pokoju, po świeże ubrania. Zaraz potem weszłam pod prysznic. Woda chociaż na chwilę zmywała mnie z problemów i kłopotów.. Z resztą, co ja się nad sobą użalam.. Na świecie są ludzie, którzy mają gorzej i jakoś dają sobie radę, a ja nie mam takiej sytuacji nawet w 1/3 ... Po 'kąpieli' siadłam przed telewizorem i włączyłam jakieś romansidło... W pewnym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi.
- No do cholery jasnej !!!! Jack zaraz oświadczy się Maddie !! - krzyczałam w kierunku drzwi.
Dlaczego Jeni zawsze wybiera takie momenty ?! Zwlekłam się z kanapy.
-A z resztą, po co dzwonisz ? - mówiłam w drodze do drzwi - Masz swoje klucze, więc na prawdę nie wiem dlacz... - otworzyłam i zaniemówiłam. Po drugiej stronie stał.. stał Louis. Nie wiedząc co robić, jak jakaś świnia zamknęłam mu drzwi przed nosem. Nie udało mi się jednak, bo wsadził nogę, tak, że nie mogłam ich domknąć.
- Możemy pogadać ? - zaczął - Proszę.. Bardzo mi na tym zależy...Proszę.. - powtórzył
Stałam tam, z otwartą buzią i wytrzeszczonymi oczami. Minęło pewnie sporo czasu zanim odważyłam się cokolwiek powiedzieć.
- W...wchodź. - wskazałam gestem ręki, żeby wszedł do środka.
- Dziękuję. - uśmiechnął się.
- Napijesz się czegoś, może - zaczęłam.
- To co zwykle. - powiedział i puścił mi oczko.
WTF ?! W T F ? !
Zrobiłam mu herbatę bez cukru i postawiłam w salonie na stoliku. Lou siedział na kanapie.
- Więęc... - zaczęłam nieśmiało.
- Więc przyszedłem tutaj żeby cię przeprosić.. Za wszystko.. Za łatwo się poddałem i dałem ci odejść tak po prostu... - mówił patrząc prosto w moje oczy.
- Loui...
- Cicho, teraz ja mówię, daj mi skończyć - powiedział stanowczo - Zachowałem się jak głupek, wiem. I wiem też, że może to za późno, ale [T.I.] zawsze powtarzałaś, że lepiej późno niż wcale, tak ? - zachichotał - Do rzeczy.. Nadal cię kocham [T.I.] ... O niczym innym nie marzę, chcę, żebyś mi wybaczyła.. Chcę, żebyś nadal była moją dziewczyną, chcę, żebyś mnie kochała, tak ja ja ciebie, chcę budzić się rano obok ciebie, patrzeć w te twoje śliczne oczy, szeptać czułe słówka i w kółko powtarzać, że cię kocham, ale proszę wybacz mi.. Proszę... - złapał mnie za rękę, a z jego oczu uleciała łza.
- Lou.. - zatrzymałam się na chwilę.
To co przed chwilą powiedział to były najwspanialsze słowa, jakie kiedykolwiek usłyszałam.
- Tak wiem, że minęły już 3 lata, ale ja po prostu nie mogę bez ciebie.. nie mogę - powtarzał.
Louis przybliżył się do mnie niebezpiecznie blisko, aż w końcu złączył nasze usta w pocałunku. Nie mogłam tego przerwać.. Szczerze mówiąc to nawet nie chciałam.. Tak bardzo mi tego brakowało.. Chyba nadal go kochałam.. '...słuchaj głosu serca, nie rozumu. Czasami może wydawać się ono sprzeczne z rzeczywistością, ale uwierz mi, serce zawsze wie najlepiej...' słowa z kartki Jen cały czas chodziły mi po głowie... Oderwałam się o Lou.
- Słuchaj głosu serca.. - szepnęłam prawie niesłyszalnie. - Ja.. ja też Cię kocham Louis... - na ustach chłopaka pojawił się ten nieskazitelnie biały uśmiech, którego tak bardzo mi brakowało. - Stęskniłam się Kochanie. - rzuciłam się w jego ramiona. - Ja też cię przepraszam.. Zachowałam się dziecinnie.. Przepraszam.
Louis zaśmiał się.
- Ale jest coś jeszcze o czym powinieneś wiedzieć... - zaczęłam przeciągle. - Masz... masz córeczkę.
- Co ?!?! - wytrzeszczył oczy - Ale jak to ?!
- Masz córeczkę, Wiktorię, ma 3 latka - powtórzyłam dumnie.
- Dlaczego nie powiedziałaś o tym wcześniej ?! Kurwa dlaczego ?!
Myślałam, że jest na mnie zły..
- Lou ja.. ja się bałam... - z przerażeniem odpowiedziałam.
- Kochanie!! To świetnie!! Na pewno jest tak piękna jak mamusia !! Ale dlaczego tak późno.. Nie wiedziałem o jej istnieniu.. Nie widziałem jak dorasta.. Boże.. Mam córkę..
Uśmiechnęłam się do niego.
- Wiktoria.. Ślicznie - powiedział Louis i ponownie mnie pocałował..
________________________________________________________________________________
napisałam go już dawno. dodałam nawet na Polish Directioners tu zapomniałam :/
przepraszam, liczę na komentarze :D
enjoy ! :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)