sobota, 1 lutego 2014

#1 Harry

- Wkurzasz mnie !! - wybiegłam krzycząc. - Nawet nie masz pojęcia jak bardzo !
Skierowałam się w stronę centrum Londynu. Nawet nie wiedziałam kiedy, zaczęłam płakać. Miałam już dość moich rodziców.. Dosyć... Cały czas mówią mi co mam robić, a mam już 20 lat. Chcę się usamodzielnić, a z tego co widać nawet nie mogę mieć normalnego chłopaka, takiego, którego chcę...
Pośpiesznym krokiem weszłam do KFC. Zamówiłam colę i ruszyłam w poszukiwaniu jakiegoś miejsca. Było z tym trudno, ponieważ była pora, kiedy wszyscy normalni ludzie wychodzą ze szkoły i idą na lunch czy coś. W końcu wypatrzyłam miejsce w samym rogu pomieszczenia. Zostawiłam na krześle sweter i wcześniej zamówioną colę, żeby nikt nie zajął mi miejsca, a sama poszłam do ubikacji, z uwagi na to, że z moich oczu nadal leciały łzy. Ogarnęłam się trochę. Chociaż nadal miałam czerwone oczy, wyglądałam o wiele lepiej, niż wtedy, kiedy tu przyszłam. Gdy podeszłam do stolika, o dziwo był zajęty. Po drugiej stronie siedział jakiś chłopak. Mimo, że był koniec lata, chłopak miał założony kaptur i okulary przeciwsłoneczne.
- Przepraszam, ale tu było zajęte. - stanowczo powiedziałam, po czym wymusiłam uśmiech.
Obcy nie odpowiadał.
- Ekchem ! - odchrząknęłam - Zajęłam to miejsce.
Nadal żadnej odpowiedzi.
- Dobrze w takim razie. - usiadłam na swoim poprzednim miejscu i zaczęłam sączyć colę.
- Prz..przepraszam - w końcu zaczął nieznajomy - nie mogłem znaleźć żadnego miejsca więc pomyślałem.. przepraszam.
- Nic nie szkodzi. Mógłbyś jednak być bardziej miły, kiedy tylko się tu pojawiłam. - przewróciłam oczami.
Nieznajomy spuścił głowę, a teraz ja zdałam sobie sprawę, że to co przed chwilą powiedziałam nie było za bardzo na miejscu.
- Jestem [T.I.] - uśmiechnęłam się i wyciągnęłam rękę do nieznajomego.
- Ermmm..Jestem.. jestem Harry - rozejrzał się dokoła, po czym uścisnął moją dłoń.
- Miło mi - chciałam jakoś kontynuować rozmowę.
- Jesteś stąd ? - zapytał po dłuższej chwili Harry.
Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się tego. Przed chwilą wydawało mi się, że nie chce ze mną rozmawiać.
- Nie..- pokręciłam głową - Jestem Polką.
- Tak myślałem. - ponownie się uśmiechnął, a ja zauważyłem jego urocze dołeczki w policzkach.
Wydawało mi się, że skądś go kojarzę..
- Dlaczego ? - wypaliłam - To znaczy dlaczego tak myślałeś ?
- Masz bardzo niespotykane tutaj imię - zrobił przerwę - Nie mówię, że jest nieładne, bo jest śliczne, tylko, że no.. nie słyszałem jeszcze takiego.
- Dziękuję. - odpowiedziałam niepewnie.
- Do tego masz specyficzny akcent. Od razu wyczułem, że coś jest nie tak..znaczy, że nie jesteś stąd. - zmieszany uśmiechnął się. - Opowiesz mi coś o Polsce?
Znowu nie spodziewałam się jego pytania. Cóż.. w sumie i tak nie mam nic do roboty, a do domu na razie nie chcę wracać.
- Z przyjemnością - powiedziałam. - Ale mam prośbę.
- T.. Tak ? - zapytał Harry.
- Mógłbyś zdjąć chociaż te okulary ? - zaśmiałam się. - Nie czuję się zbyt swojo.. - skrzywiłam swoje usta.
Harry wyglądał na takiego, jakby się przestraszył, ale w pewnym momencie odpowiedział.
- Okej.. nie ma sprawy.
Zdjął swoje okulary, a mnie olśniło.
- Harry ? - zabrzmiałam bardziej jakbym stwierdzała fakt, a nie pytała
- Słucham ? - uśmiechnął się.
- Styles ?! - o mały włos nie krzyknęłam.
- Proszę, tylko nie krzycz - przerwał - tylko nie krzycz - powtórzył cicho.
- Dobrze. - powiedziałam cicho - O mój Boże ! - wyrwało mi się, ale natychmiast zakryłam usta ręką.
- Dziękuję. - kiwnął głową.
- O matkooo - podstępnie się uśmiechnęłam.
- O co chodzi ?
- To się moja rodzinka zdziwi jak się dowie z kim teraz rozmawiam.. - zaśmiałam się - Ty jesteś ten z One Direction !
- Ciiiii - skarcił mnie wzrokiem
- Przepraszam.
- To jak ? - śmiesznie podniósł brwi - Opowiesz mi o tej Polsce czy nie?
- Polska to.. kraj jak inne - skrzywiłam się. - Mamy tam najlepsze jedzenie pod słońcem !
Harry się zaśmiał.
- Ale skoro ty jesteś TEN - wyraźnie zaakcentowałam to słowo - Harry, to muszę ci nasłodzić - oboje zaczęliśmy się śmiać.
- Więęęęc... mamy tam najlepsze fanki na ziemi ! - uśmiechnęłam się triumfalnie. - Z reszt jak widać - pokazałam palcem na siebie.
Harry uśmiechnął się.
- Musicie w końcu nas odwiedzić ! - tym razem to ja wyszczerzyłam zęby.
- Jeżeli wy wszystkie tak, jesteście takie piękne jak ty, to mogę lecieć już teraz !
Zarumieniłam się i nie wiedziałam jak mam na to zareagować. I tak trzymałam się dobrze, bo jestem wielką fanką 1D... To co teraz się tu dzieje to.. To nieprawdopodobne... Czuję się tak, jakbym śniła. Dotychczas znałam Harrego jedynie z gazet, z internetu i telewizji, a teraz ?! Teraz mam szansę poznać go, takiego jakim jest na prawdę, a nie takiego, jakiego tworzą media. Z zamyśleń wyrwał mnie głos mojego idola.. Niesamowite.. Mojego idola...
- Dlaczego przeprowadziłaś się do Londynu ? - zapytał.
- Mój ...mój ojciec ma tu bardzo dobrą pracę.. - zaczęłam - nawet, kiedy mieszkaliśmy razem z mamą w Polsce, tato przyjeżdżał tutaj, i rzadko kiedy był w domu.. Rodzice postanowili więc przeprowadzić się tutaj.. - posmutniałam na końcu
- Coś.. coś nie tak ?
- Wszystko w porządku tylko... - zrobiłam pauzę - A z resztą, co ja ci będę mówić.. Masz pewnie swoje problemy..
- Tylko co ??? - dopytywał - Zaczęłaś to skończ !
- Tylko, że tutaj miało być 'lepsze życie' - po policzku spłynęła mi łza, którą szybko wytarłam. - Mój ojciec jest współwłaścicielem lotniska Heathrow.. A może bardziej sponsorem.. Nie żebym się chwaliła, ale jest niezłą szychą.
- Nie wiem co jeszcze chcieć.. - Harry kręcił głową
- Miłości.. - wybuchłam płaczem. Nie potrafiłam tego zatrzymać. - Nienawidzę go za to, kim jest.. I za to co robi ze mnie.
Harry popatrzył na mnie jak na idiotkę.
- Chodzę do prywatnej szkoły.. Rodzice wybierają mi przyjaciół.. Z kim mogę się spotykać, a z kim nie... - zaczęłam wyjaśniać. - A ja mam już tego dosyć... Nie chce być dalej atrapą człowieka. Chce normalnie żyć.. Jak reszta ludzi w moim wieku.. Nie chce być 'tą z wyższej sfery'. Chce być po prostu tą, którą jestem w środku.. - od nowa łzy zaczęły mi spływać.
- Nie płacz kocie.. Jesteś wspaniałą dziewczyną i zasługujesz na takie samo życie.. Nie martw się... - Harry przesiadł się koło mnie i objął ramieniem.
- Dziękuję.. Ale nie wiem jak to będzie... Dzisiaj zerwałam ze swoim chłopakiem.. Albo raczej jakimś gościem, z którym rodzice kazali mi być, booo ... 'to człowiek na 'naszym poziomie' . Prawdę mówiąc wcale go nie kochałam.. Co ja gadam.. Nawet go nie znałam.. To było bardziej na pokaz.. - głośno przełknęłam ślinę - Dzisiaj kiedy mama się o tym dowiedziała, powiedziała cytuje 'Nie podoba mi się twoje zachowanie, nie podoba mi się to, jak lekceważysz mnie i ojca, nie podoba mi się to, że z nim zerwałaś!! Co ty sobie myślisz ?!' jeszcze trochę pokrzyczała..
- A Ty co ?! - przerwał Hazz
- Ja... emm.. Ja wybiegłam z domu.. - pokiwałam głową.
- Dziewczyno musisz się stawiać !! - klepnął się zaczepnie w ramię.
- Myślisz, że nie próbowałam.. Nie chce ryzykować kolejnym szlabanem..
- Szlabanem ?! - krzyknął Harry - masz... Właściwe to ile masz lat? - zapytał.
- Dwadzieścia. - odpowiedziałam krótko.
- Masz dwadzieścia lat i oni dają ci jeszcze szlaban ?! Na prawdę trochę zryci.. - powiedział - Bez obrazy - dodał po chwili.
- Nie no spoko.. taka prawda... - spuściłam głowę - Dobra.. Ja tu gadam, wyżalam ci się.. Teraz ty coś opowiedz... Masz o wiele ciekawsze życie ode mnie. - uśmiechnęłam się do niego.
- Czasami też nie jest kolorowo.. - skrzywił się - Ale gdy pomyślę i zastanowię się nad tym.. To w sumie nie chcę robić nic innego.
Rozmawialiśmy jeszcze dobre dwie godziny... Harry to na prawdę wspaniały człowiek.
Wieczorem kiedy weszłam na Twittera, zobaczyłam to co napisał Harry:
* @Harry_Styles: Wspaniały dzień z @_Girl_ . Dziękuję !
To świetna dziewczyna !! Mam nadzieję, że to kiedyś powtórzymy. Już za Tobą tęsknie :) *
Nadal nie mogłam uwierzyć w to co się stało.. A teraz jeszcze sam on do mnie napisał..
* @_Girl: @Harry_Styles Również dziękuję Nareszcie mogłam się komuś wygadać.. A co do drugiej części wypowiedzi.. Z miłą chęcią, tylko może nie aż tak publicznie, hym ? :D  *
Na razie nic nie mówiłam rodzicom. Może rzeczywiście powinnam coś ze sobą zrobić.. Po prostu ich zostawić...

*następnego dnia*

Ze snu obudził mnie dzwoniący telefon. Zobaczyłam na wyświetlacz. Harry. To się nie dzieje na prawdę... Nie.. to niemożliwe... Odebrałam
"Harry: Cześć piękna, przepraszam, że dzwonie tak wcześnie, ale mam na prawdę poważną sprawę.
Ja: Hej Harry. Słucham ?
Harry: To nie jest sprawa na telefon. Mówiłem, że to coś poważnego.. Mogłabyś wyjść teraz na parku w centrum ?
Ja: Ale że.. teraz ?
Harry: Tak.. proszę..
Ja: No dobrze.. mogę się chociaż się ubrać i umyć ?
Harry: Okej.. To widzimy się niedługo Kocham Cię !
Ja: Słucham ?!
Harry: Do potem
Ja: Do potem."

Czego on chciał ?! Nie mam pojęcia.. Szybko wstałam z łóżka. Ogarnęłam się i wyszłam nie mówiąc nic nikomu.
Szłam rozglądając się.
- Heeej !! Tu jestem !!! - usłyszałam głos Harrego za sobą.
- Cześć - odpowiedziałam nieśmiało.
Harry przytulił mnie do siebie. Swoją drogą nie wyglądał jak Harry. Tak jak wczoraj miał na sobie kaptur i ciemne okulary.
- Muszę ci coś powiedzieć.
- Dawaj - odpowiedziałam podekscytowana.
- Wiem, że nie znamy się za długo, ale muszę ci to powiedzieć. - uśmiechnął się.
- Zakochałem się z kimś !
- To wspaniale Harry !! - przytuliłam go do siebie. - Opowiadaj kto to !!
Usiedliśmy na ławce.
- Niedawno ją poznałem.. - zaczął - Jest śliczna... Kiedy jest obok czuję coś takiego, czego nie czuję przy nikim innym.. A nazywa się... [T.I.]
Siedziałam tam z otwartą buzią.
- Kocham Cię [T.I.] - spojrzał mi w oczy - Powiedz, jeśli nie chcesz, to przestane.
Powiedział i zaczął mnie całować. Nie potrafiłam tego przerwać.. Harry.. On był spełnieniem wszystkich moich marzeń.. Chyba też go kochałam...
W pewnym momencie Harry odsunął się ode mnie.
- Nie przestałaś - powiedział cicho.
- Bo chyba Cię kocham Hazz... - uśmiechnęłam się i ponownie złączyłam nasze usta w pocałunku.

* * *
Dumnie idąc z Harrym za rękę wprowadziłam go do mojego domu.
- Mamo... - zaczęłam niepewnie. - To jest.. to.. Harry . - wskazałam na niego ręką.
Harry wziął rękę mojej mamy i ją ucałował.
- Miło mi Panią poznać. - uśmiechną się do niej.
- [T.I.] możesz na chwilkę ? - wypaliła mama.
Kiedy odeszłyśmy trochę dalej mama zaczęła:
- Nie podoba mi się to, że tu go przyprowadziłaś - powiedziała stanowczo. - On mi się nie podoba. Nie jest dla Ciebie. Masz zabronione się z nim spotykać. - wycedziła ostrym tonem.
- Ale mamo... - próbowałam coś powiedzieć.
- Żadnego 'ale' ! To nie jest chłopak dla ciebie ! Samo to, że jest w jakimś zespoliku, nie ułatwia sprawy ! Takie gwiazdeczki są rozwydrzone, a już na pewno nie w naszym poziomie.
- Harry jest inny ! - krzyknęłam.
- Nie podoba mi się twój ton. Powiedziałam już, nie podoba mi się to !
- A wiesz co mi się nie podoba ?! Ty mi się nie podobasz, to że cały czas mną dyrygujesz, to jakiś obłęd ! Nie jestem twoją własnością ! Chce podejmować własne wybory! Co z tego, że będę popełniać błędy.. To się nazywa życie.. Harry to chłopak dla mnie kocham go i gówno mnie obchodzi co o tym sądzisz.. Jeśli, nie chcesz tego zaakceptować to bardzo mi przykro... Żegnaj mamo! - zaakcentowałam wyraz 'mamo', a zaraz potem wybiegłam z pomieszczenia łapiąc po drodze Harrego za rękę.
- Co się stało ? - zapytał zdezorientowany.
- Sprzeciwiłam się...
- Ale przecież to nie jest tego war... - nie dokończył, bo mu przerwałam.
- To jest tego warte... Kocham Cię.. przy nich nigdy nie czułam się tak szczęśliwa jak przy tobie.. Ty jesteś najwspanialszą osobą w moim życiu.. Jesteś tego warty uwierz mi.
- Jesteś ... jesteś najlepsza, najukochańsza.. - Harry pocałował mnie - Łał... Sprzeciwiłaś się.. - uśmiechnął się.
- Ale.. co teraz będzie ?
- Kochanie... Chodź. - wziął mnie za rękę i wprowadził do samochodu. - Teraz.. teraz będzie to.. Pojedziemy gdzieś.. Byle gdzie.. Będziemy cieszyć się życiem i kochać.. - przerwał - potem... potem.. Jakoś to będzie. Ale najważniejsze, że razem !
Zaczęłam płakać.. W tamtej chwili byłam już całkiem pewna, że Harry jest wart wszystkiego...
- Kocham Cię.. - powiedział Harry i kolejny raz już tego dnia złączył nasze usta w namiętnym pocałunku.
Przed nami była tylko droga.. i głowy pełne marzeń...

______________________________________________________________________________

pierwszy z Harrym :) mam nadzieję, że się spodoba, bo strasznie się nad nim napracowałam... Chciałam tylko dodać, że nazwa twittera została zmyślona :D
mam nadzieję, że się spodoba :D
Kocham Was ! ;*

#1 Louis cz.3

_____________________________________________________
<perspektywa Louis'ego>
Odkąd tylko wróciłem do UK chciałem spotkać się z [T.I.]. Strasznie za nią tęskniłem. Tak.. zawaliłem. Chciałabym ją przeprosić za wszystko.. Za to, że tak łatwo odpuściłem.. Za to, że wtedy na nią krz...yczałem.. Mimo, że minęło już prawie 3 lata, dalej pamiętam ten moment. Mam nadzieję, że nie ułożyła sobie życia z kimś innym. Nie przeżyłbym tego. Oczywiście chce jej szczęścia, ale jeśli zobaczę jakiegoś obcego faceta u jej boku moje serce rozpadnie się na tysiąc cholernych kawałeczków, których nie dam rady poskładać. Byłem głupi, że tak łatwo dałem jej tak po prostu odejść.. Nadal jestem głupi, wierząc w to, że mi przebaczy.. Spróbować zawsze warto. Mam wielką nadzieję, że jednak dalej coś do mnie czuje, tak jak ja do niej... Ale jak to mówią.. Nadzieja matka głupich no nie..
Trzy lata próbowałem wmówić sobie, że potrafię normalnie żyć bez [T.I.]... Jak widać na marne... Chociaż spotykałem się z Amy, to ciąglę myślałem o niej... Chciałem oszukać sam siebie... Nie udało się.. Serce najlepiej wie czego chce.. Co ja pierdole o tym sercu tak w kółko.. Jestem idiotą.. Idiotą i już. A do tego jeszcze ten dzisiejszy dzień.. Co się w ogóle do chuja stało ?! Miałem super okazję do tego, żeby umówić się z moją Księżniczką i pogadać, przeprosić.. Wtedy wtargnęła Amy.. Przecież z nią zerwałem!

- Kiego wuja mnie całowałaś?! - głośno krzyknąłem na Amy.. Może odrobinę za głośno.
- Żeby pokazać ci, że jednak coś do mnie czujesz ! Powiedz, że kiedy cię całowałam czułeś 'to' !
- Nie czuje kurwa! Ile razy jeszcze mam to powtarzać ?! Ty i ja to zamknięty rozdział. ZAMKNIĘTY!!!
Szybko wyminąłem Amy. Chciałem dogonić [T.I.]. Jeśli nie zdążę, to pójdę do niej, do domu. Nie odchodzi mnie to, czy będę musiał nocować pod jej drzwiami, bo mnie nie wpuści.. Już raz odpuściłem.. Nie chce więcej popełniać tego samego błędu...Do tego krzyczała jeszcze, że mam córkę. Co to ma w ogólne znaczyć? Mam kompletny mętlik w głowie, ale najważniejsze teraz to odzyskać [T.I.].. Nic więcej nie ma znaczenia.

________________________________________________________________________________________
<perspektywa [T.I.]>

Biegłam szybko do domu, cały czas płacząc. Po co ja się tam zatrzymywałam ?! I na dodatek wymsknęło mi się co nieco o Tori... Muszę ją zabrać od Jen... Jejuuu... Wszystko zaczyna się znowu jebać... Wbiegłam do domu. Miałam nieuregulowany oddech. Odruchowo walnęłam pięścią we wcześniej zamknięte drzwi. Dlaczego to wszystko jest tak pogmatwane ?! Po jakimś czasie zorientowałam się, że w domu nie ma dziewczyn. Weszłam do kuchni a na stole zauważyłam karteczkę. Była od Jen:
"Wiktoria jest u mnie. Wzięłam ją po to, żebyś miała spokój. Weź prysznic, prześpij się, zrób cokolwiek. Nie dziękuj Pamiętaj, słuchaj głosu serca, nie rozumu. Czasami może wydawać się ono sprzeczne z rzeczywistością, ale uwierz mi, serce zawsze wie najlepiej...Kocham Cię ! xx "
Może miała rację.. Udałam się do pokoju, po świeże ubrania. Zaraz potem weszłam pod prysznic. Woda chociaż na chwilę zmywała mnie z problemów i kłopotów.. Z resztą, co ja się nad sobą użalam.. Na świecie są ludzie, którzy mają gorzej i jakoś dają sobie radę, a ja nie mam takiej sytuacji nawet w 1/3 ... Po 'kąpieli' siadłam przed telewizorem i włączyłam jakieś romansidło... W pewnym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi.
- No do cholery jasnej !!!! Jack zaraz oświadczy się Maddie !! - krzyczałam w kierunku drzwi.
Dlaczego Jeni zawsze wybiera takie momenty ?! Zwlekłam się z kanapy.
-A z resztą, po co dzwonisz ? - mówiłam w drodze do drzwi - Masz swoje klucze, więc na prawdę nie wiem dlacz... - otworzyłam i zaniemówiłam. Po drugiej stronie stał.. stał Louis. Nie wiedząc co robić, jak jakaś świnia zamknęłam mu drzwi przed nosem. Nie udało mi się jednak, bo wsadził nogę, tak, że nie mogłam ich domknąć.
- Możemy pogadać ? - zaczął - Proszę.. Bardzo mi na tym zależy...Proszę.. - powtórzył
Stałam tam, z otwartą buzią i wytrzeszczonymi oczami. Minęło pewnie sporo czasu zanim odważyłam się cokolwiek powiedzieć.
- W...wchodź. - wskazałam gestem ręki, żeby wszedł do środka.
- Dziękuję. - uśmiechnął się.
- Napijesz się czegoś, może - zaczęłam.
- To co zwykle. - powiedział i puścił mi oczko.
WTF ?! W T F ? !
Zrobiłam mu herbatę bez cukru i postawiłam w salonie na stoliku. Lou siedział na kanapie.
- Więęc... - zaczęłam nieśmiało.
- Więc przyszedłem tutaj żeby cię przeprosić.. Za wszystko.. Za łatwo się poddałem i dałem ci odejść tak po prostu... - mówił patrząc prosto w moje oczy.
- Loui...
- Cicho, teraz ja mówię, daj mi skończyć - powiedział stanowczo - Zachowałem się jak głupek, wiem. I wiem też, że może to za późno, ale [T.I.] zawsze powtarzałaś, że lepiej późno niż wcale, tak ? - zachichotał - Do rzeczy.. Nadal cię kocham [T.I.] ... O niczym innym nie marzę, chcę, żebyś mi wybaczyła.. Chcę, żebyś nadal była moją dziewczyną, chcę, żebyś mnie kochała, tak ja ja ciebie, chcę budzić się rano obok ciebie, patrzeć w te twoje śliczne oczy, szeptać czułe słówka i w kółko powtarzać, że cię kocham, ale proszę wybacz mi.. Proszę... - złapał mnie za rękę, a z jego oczu uleciała łza.
- Lou.. - zatrzymałam się na chwilę.
To co przed chwilą powiedział to były najwspanialsze słowa, jakie kiedykolwiek usłyszałam.
- Tak wiem, że minęły już 3 lata, ale ja po prostu nie mogę bez ciebie.. nie mogę - powtarzał.
Louis przybliżył się do mnie niebezpiecznie blisko, aż w końcu złączył nasze usta w pocałunku. Nie mogłam tego przerwać.. Szczerze mówiąc to nawet nie chciałam.. Tak bardzo mi tego brakowało.. Chyba nadal go kochałam.. '...słuchaj głosu serca, nie rozumu. Czasami może wydawać się ono sprzeczne z rzeczywistością, ale uwierz mi, serce zawsze wie najlepiej...' słowa z kartki Jen cały czas chodziły mi po głowie... Oderwałam się o Lou.
- Słuchaj głosu serca.. - szepnęłam prawie niesłyszalnie. - Ja.. ja też Cię kocham Louis... - na ustach chłopaka pojawił się ten nieskazitelnie biały uśmiech, którego tak bardzo mi brakowało. - Stęskniłam się Kochanie. - rzuciłam się w jego ramiona. - Ja też cię przepraszam.. Zachowałam się dziecinnie.. Przepraszam.
Louis zaśmiał się.
- Ale jest coś jeszcze o czym powinieneś wiedzieć... - zaczęłam przeciągle. - Masz... masz córeczkę.
- Co ?!?! - wytrzeszczył oczy - Ale jak to ?!
- Masz córeczkę, Wiktorię, ma 3 latka - powtórzyłam dumnie.
- Dlaczego nie powiedziałaś o tym wcześniej ?! Kurwa dlaczego ?!
Myślałam, że jest na mnie zły..
- Lou ja.. ja się bałam... - z przerażeniem odpowiedziałam.
- Kochanie!! To świetnie!! Na pewno jest tak piękna jak mamusia !! Ale dlaczego tak późno.. Nie wiedziałem o jej istnieniu.. Nie widziałem jak dorasta.. Boże.. Mam córkę..
Uśmiechnęłam się do niego.
- Wiktoria.. Ślicznie - powiedział Louis i ponownie mnie pocałował..


________________________________________________________________________________
napisałam go już dawno. dodałam nawet na Polish Directioners tu zapomniałam :/
przepraszam, liczę na komentarze :D
enjoy ! :D

niedziela, 22 grudnia 2013

#1 Louis cz.2

- Spotkałam ostatnio Lou i ... - zacięła się.

- I co ?!?! - krzyknęłam...
- Powiedziałam mu gdzie mieszkasz i takie tam. - zaczęła, a moje oczy o mało nie wypadły z orbit. - Zaprosił mnie na kawę, to nadal taki sam miły chłopak i nadaj jest przystojny. - mrugnęłam okiem.
Jak ona może jeszcze się z tego śmiać ?!
- Mamo !! Jak mogłaś !!!
- Przecież sama przed chwilą powiedziałaś, że za nim tęsknisz...
- Ale to nie oznacza, że to co zrobił kiedyś zostało wymazane !!!! MAMO !!! - byłam na nią wściekła.
Może i za nim tęskniłam i często myślałam, ale to nie usprawiedliwia go, że mnie zdradził, a potem już go nie obchodziłam. Co jeśli on przyjdzie tutaj... Co jeśli ma dziewczynę.. Nie przeżyje tego... Najgorsze, co jeśli dowie się o Wiktorii. To nie tak, że nie chciałam, żeby Tori nie znała ojca, ale wydaje mi się, że to dla niej za wcześnie. Zwiąże się z nim, a on potem... A z resztą...
- Wspominałaś mu o małej ? - zapytałam już bardziej uspokojona.
- Nie.. Jakoś nie było okazji. - powiedziała - Gdybym to zrobiła wściekłabyś się na mnie.. Chyba będzie lepiej jak sama mu to powiesz.
Już jestem na ciebie wściekła... Całe szczęście, że chociaż tego nie wygadała...
- Przepraszam muszę... po prostu chcę pobyć sama.- powiedziałam i skierowałam się na górę do swojego pokoju.
Musiałam to przemyśleć. Skoro Lou pytał o adres, to pewnie ma zamiar mnie odwiedzić. Nas odwiedzić. Chyba, że mama sama mu to powiedziała. Wtedy to całkiem inna sprawa. Nie mogła trzymać języka za zębami ?! Całą mama. W końcu bardzo lubiła Louis'a. No nic. Muszę przygotować się psychicznie na spotkanie z nim, ale mam nadzieje, że może jednak do tego nie dojdzie..

***
Wstałam około 8. Fajnie, że nie muszę dzisiaj pracować.. Kiedy zeszłam na dół na stole w kuchni zastałam kartkę:
"Musiałam wracać do domu, bo szef zadzwonił i powiedział, że mamy jakąś sytuacje wyjątkową. Mam nadzieję, że sobie poradzisz. Powodzenia Kochanie z Tori i z Lou też. Życzę najlepszego ! Mama xx"
Musiała wtrącić swoje 3 grosze o Lou.. Jasne... Mogła mnie obudzić ! Nie rozumiem tej kobiety... Zrobiłam sobie kawę. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Moje serce podskoczyło na myśl, ze mógłby to być on. Chyba nie jest na tyle głupi żeby przychodzić do kogoś zaraz po 8 rano. Mam nadzieję... Poszłam otworzyć drzwi i ujrzałam w nich Jeni. Przecież wczoraj się pokłóciłyśmy.. Ech..
- Cz..cześć [T.I] . Przepraszam za wczoraj.. poniosło mnie trochę.. Sama wiesz jaka jestem... Nie mogłam bez Ciebie wytrzymać nawet chwili.. Za bardzo Cię kocham ! - mówiła robiąc maślane oczy.
- Szczerze mówiąc, to też było mi trochę głupio.. - przytuliłam ją. - Proszę wchodź.
Dziewczyna zdjęła bluzę i pokierowała się w stronę kuchni.
- Co tam u Ciebie ? - zapytała nalewając sobie soku. Czuła się jak u siebie. Tak na prawdę nie przeszkadzało mi to, byłyśmy jak siostry..
- Wczoraj była u mnie mama - zaczęłam - ale dzisiaj rano wyjechała.
Jen zmarszczyła czoło.
- Praca. - powiedziałam.
- Aa .. Było coś jeszcze ciekawego ? Co u Twojej mamy ? Jak u niej leci ? - wypytywała.
- Właściwie to całkiem dobrze... Pomijając szczegół, że wkurzyła mnie to całkiem nieźle.
- Dlaczego Cię wkurzyła ? - roześmiała się Jeni
- Widziała się z Lou.....
Opowiedziałam jej całą historię. Ona sama nie wiedziała co ma mi poradzić. Zaproponowała mi tylko zakupy. Dobrze, że Wiki już wstała, to ją weźmiemy.
- Okeeej, to gdzie najpierw ?? Chciałabym kupić sobie jakąś nową bluzkę... - mówiła Jen.
Weszłyśmy do pierwszego lepszego sklepu z odzieżą.
- Patrz na tą !! - o mały włos nie zaczęła krzyczeć. - Muszę ją przymierzyć.
Wzięła bluzkę do ręki i pobiegła do przymierzalni.
- Chodź ze mną, będziesz pilnować - krzyczała.
Podąrzyłam do niej z Wiktorią na ręku. W końcu mignęła mi się jakaś znajoma twarz. Przeszły mnie ciarki. Wlazłam Jen do kabiny.
- Co Ty tu robisz ?!? - krzyknęła zakrywając stanik rękoma.
Przewróciłam tylko oczami, a ta zaczęła się śmiać.
- Wydawało mi się, że widziałam Harrego... - zamyśliłam się na chwilę.
- Wydawało Ci się ?! Masz jakąś schizę, mówię Ci... - pokręciła głową - a teraz wynocha stąd !! Chce w spokoju się przebrać.
Może miała racje.. Może tylko mi się wydawało.. Przecie..
- Siema !! Kope lat !!! - usłyszałam zza siebie znajomy głos.
Odwróciłam się. O CHOLERA ! Tak to był Harry.. Wiedziałam, kurwa wiedziałam..
- Cz...cześć. - odpowiedziałam i niechętnie się uśmiechnęłam.
- Co tam u Ciebie ? Jak się masz ? - pytał z błyskiem w oku.
- W porządku, dziękuję - odpowiedziałam
- A co to za mały szkrabek ? - popatrzył na małą.
Wyciągnął do niej swoją dużą dłoń.
- Jestem Harry - uśmiechnął się.
Tori na początku niepewnie złapała za jego rękę.
- Wiktolia - powiedziała, na co zdziwiłam się, bo rzadko kiedy jest taka śmiała, a jeszcze rzadziej do nieznajomych jej osób.
- Słodko - powiedział Harry - To dziceko znajomej ? - zapytał
- Nie właściwie to.. moje - zająkałam się i spuściłam zmieszana głowę.
- Oł..sorki nie wiedziałem.. To gratulacje! - krzyknął. - LOUIS!!! LOU !!! - nagle zaczął się drzeć.
ON TU JEST ?!!?
- Oh.. mam nadzieje, że zaraz się znajdzie, ostatnio wspominał, że chce Cię odwiedzić - Hazz pśócił mi oczko - To ile to cudo ma lat ? - zapytał wskazując na Tori.
- Trzy - odpowiedziałam krótko.
- Trzy powiadasz.. - zamyśli się. Oby nic nie podejrzewał.
Nagle, z przymierzalni wybiegła Jen.
- Jednak nie leży na mnie dobrze. - powiedziała w moim kierunku - Ohhh.. Hej. - zauważyła Hazzę i zmieszana kiwnęła mu głową.
- Cześć - odpowiedział.
- [T.I] możemy już iść ? - zapytała - zgłodniałam.
Zaczęła się śmiać
- Okej. Z Lou zobaczymy się kiedy indziej. - sztucznie uśmiechnęłam się do Hazzy.
Oddaliliśmy się nieco od chłopaka. Wiktoria machała mu na pożegnanie. Jeszcze nigdy się tak nie zachowywała.
- Dziękuję ! - szepnęłam Jen.
- Nie ma za co, musiałam Cię jakoś odciągnąć.. -nie zdążyła skończyć bo wpadła na jakiegoś chłopaka.
- Do kurwy nędzy jak łazisz !! - krzyczała Jen.
- Może by tak inne słownictwo ! - powiedziałam
- Sorry.. Przepraszam, nie zauważyłem. przepraszam - tłumaczył chłopak.
O MÓJ BOŻE!!!!!!!!
- O hej [T.I] - odezwał się on.. tak on, czyli Lou...
Spuściłam głowę nic nie odpowiadając. Jen zabrała z moich rąk Wiktorię. I zniknęła z mojego pola widzenia. Najpierw odciągnęła mnie od Harrego, żeby zaraz potem wpakować mnie tu. SUPER. Zmieszana próbowałam ominąć Lou .Ten jednak złapał mnie za przedramie.
- Zaczekaj proszę.. - powiedział spokojnie. - Proszę - powtórzył.
- Co ? - przewróciłam oczami.
- Moglibyśmy pogadać ? - zaczął - Nie tu, ale gdzieś się spotkać ?
Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Chyba nie jestem na to gotowa... Ale to mnie przecież nie ominie. Kiedy w końcu miałam się odezwać, zgodzić się, podeszła do niego jakaś laska i namiętnie pocałowała. Przy mnie. Nie wytrzymałam. Wybuchłam płaczem.
- Jak możesz !! - zaczęłam krzyczeć - Masz córkę kutasie !!
Pewnie słyszał mnie w tym momencie cały sklep. Nie wiem po co to zrobiłam. Po prostu nie mogłam znieść widoku go z inną.. Przecież to było do przywidzenia, ale mimo, to zabolało...Ominęłam ich zgrabnie i zapłakana pobiegłam do wyjścia tym samym zostawiając Lou całkowicie zdezorientowanego i w szoku.


_________________________________________________________________________________

przepraszam, że tak długo, ale mam sprzątanie przedświąteczne i te sprawy :// na szczęście już trochę ogarnęłam:)
przepraszam też za błędy. Nie poprawiałam i wstawiam z biegu, bo jak na razie nie mam czasu <<<<znowu>>>>> :(
Kocham Was i liczę na szczere komentarze :)

niedziela, 15 grudnia 2013

#1 Louis cz. 1

Na początek powiem tylko, że słowa po ' *******' pisane kursywą, to jaka jakby retrospekcja :D . Miłego czytania.

Zjebany dzień. Nic nie idzie po mojej myśli. Wiktoria zachorowała, pokłóciłam się z moją przyjaciółką, a na dodatek przyjechała mama. Super! Nie to, że nie chciałam widzieć mojej rodzicielki, czy coś w tym stylu, ale nie chciałam żeby oglądała mnie w takim stanie... Chociaż z drugiej strony to dobrze, bo mam nadzieję, że pomoże mi przy małej. Nie łatwo jest wychowywać trzyletnie dziecko samotnej matce. Chciałam trochę odpocząć od tego wszystkiego, chociaż na chwilę...
- Mamuś... Popilnujesz troszkę Tori ?? - zaczęłam - Miałam ciężki dzień i chciałabym się troszkę zrelaksować...
Miałam szczerą nadzieję, że sie zgodzi, aczkolwiek nie byłam tego pewna... Moja mama to.. Dziwna kobieta. Jest oryginalna. Kocham ją bardzo, ale czasami jej charakter jest nie do wytrzymania.
- Jasne Skarbie !! Chętnie pobędę ze swoją wnusią! - odpowiedziała.
JEST !! Zgodziła się.
- Dziekuje! To za jakieś dwie godziny będę z powrotem. - uśmiechnęłam się i wyszłam na zewnątrz.
Kierowałam się w stronę jeziora. Mimo tego, że miejsce to przywoływało wiele wspomnień, lubiłam tam chodzić. Miejsce to odrywało mnie od rzeczywistości, dawało upust nerwom i niepotrzebnych problemów. Właśnie nad tym jeziorem po raz pierwszy całowałam się z Lou. Tam odbywały się nasze najlepsze randki, ale także chwile, które nie za wesoło pamiętam. Głównie to miejsce kojarzyło mi sie właśnie z nim Louim. Potrzebuje go, Wiktoria go potrzebuje, w końcu jest jego córką, o której i tak pewnie nie wie.
 Kiedy dotarłam na miejsce usiadłam pod drzewem. Od razu w oczy wrzucił mi sie napis wyryty na nim " [t.i] + Louis  forever together! "
- Jakie kurwa forever...- powiedziałam sama do siebie. - Miałeś być... Tu i teraz... Razem ze mną... Więc jakie to kurwa forever ?! - z oczu zaczęły spływać mi łzy. Lubiłam tak czasami sobie popłakać. Oczyszczało mnie to duchowo w pewnym sensie. Jeżeli już jest o tym mowa, to kiedyś byłam z Louisem. Byliśmy młodzi i głupi. Hah... No bo w sumie co osiemnastoletni ludzie mogą wiedzieć o życiu... Wtedy wszystko było dla nas takie nowe i w zasięgu ręki... Pamiętam 'nasz pierwszy raz' . W końcu gdyby nie on na świecie nie byłoby Tori. Nie za bardzo wiedzieliśmy co robimy, ale nie żałuję tego. On...on przyrzekł wtedy, że będziemy zawsze razem, że bez względu na to co sie stanie, on będzie. Niestety nie dotrzymał slowa. To było najgorsze. Zaraz po naszej upojnej nocy (by było to jakiś tydzień po), Luu po prostu odszedł... Zniknął. Pokłóciliśmy się, to fakt, ale jakoś zawsze wychodziliśmy z tego obronną ręką. Niestety nie tym razem...

************
Jazda samochodem upływała bardzo powoli. Louis kierował auto w ciszy. Nie chciałam sie odzywać, bo dzisiaj coś nie tak poszło mu w pracy, chyba w pracy. Nie wiem dokładnie co sie stało. Był po prostu rozdrażniony. W końcu chłopak zaczął diametralnie przyspieszać.
- Lou proszę Cię zwolnij Kochanie - odezwałam sie w końcu ze strachem w głosie.
Ten nic nie odpowiadał. Samochód cały czas przyspieszał.
- Louis proszę Cię.. Zaczynam się bać. - mówiłam szybko.
- Nawet. Kurwa. Nie. Zaczynaj. - wycedził przez zęby.
- Co ?! Czego mam nie zaczynać?! - zdezorientowana zapytałam.
-Daj mi po prostu spokój! - krzyknął.
- Co się stało?? - pytałam nie zważając na słowa Louisa.
- Nie Twój pieprzony interes! - podniósł ponownie głos.
-  Ale Lou !!
- Chcesz wiedzieć?! Tak bardzo chcesz ?! - wytrzeszczył na mnie oczy. - Zdradziłem Cię! Zdradziłem Cię kurwa !
W tym momencie nie wiedziałam co mam robić. Siedziałam tam, nie odzywałam się.. Nie ruszałam. Byłam w szoku. Najgorsze było to, że w głosie Louisa nie było odrobiny skruchy.
- I co zadowolona ?!?!? - krzyczał - Zajebiście po prostu kurwa !! Super.
Myśli szalały w mojej głowie. Miałam totalny mętlik. Nie wiedziałam w tym momencie czy byłam w stanie przebaczyć Lou... Nie wiedziałam też czy on w ogóle tego chce.
- Zatrzymaj się! - powiedziałam

- Co ?!?!
- Zatrzymaj się kurwa !! - zaczęłam krzyczeć .
- Ale Kochanie! - raptem Lou zmienił swój ton głosu.
- Teraz to Kochanie ?! KOCHANIE ?!?! Zatrzymaj się powiedziałam!!
- Ale co Ty chcesz zrobić?!
- Jedyne co chce teraz zrobić to wymazać Cię z pamięci!! Wymazać ten moment.. To co przed chwilą się  zdarzyło..to...ja...ja muszę sobie poukładać. - wybuchłam płaczem
Widziałam przerażenie w oczach Louisa. Chłopak szybko zatrzymał samochód. Pośpiesznie wyszłam z niego i zaczęłam biec w kierunku parku.


************

To był ostatni raz kiedy go widziałam. Pierwszy miesiąc, kiedy prowadziłam moje przemyślenia na temat tego co będzie dalej, Lou dzwonił i pisał. Ja nie reagowałam. Ale kiedy zdałam sobie sprawę, że nadal go kocham i chce do niego wrócić było już za późno. Louis wtedy odpuścił i z tego co dowiedziałam się od jego znajomych wyjechał. Tyle. Minęło 3 lata.. A ja nadal za nim tęsknię. On pewnie zapomniał o mnie już całkiem i ułożył sobie życie z kimś innym.. Teraz tylko Wiktoria przypomina mi to jak on wygląda.. Jest do niego taka podobna... Ma duże niebieskie oczy, a o charakterze nawet nie wspomnę. Jest bardzo uparta. Cały on. Niestety Loui nie wie o której istnieniu małej. Zaraz po tym jak nasz kontakt się urwał, dowiedziałam się, że jestem w ciąży.  Wtedy czułam jakby cały świat się zawalił. Przynajmniej dla mnie. Nie wyobrażałam sobie jak to będzie.. Czy dam sobie radę, czy wytrzymam to wszystko. Jak widać na razie jest dość dobrze. Ale gdyby nie mama ani Ada , nawet nie wyobrażam sobie jak by to było. Ada to moja najlepsza przyjaciółka. Jest kochana. Bardzo mnie wspiera i podnosi na duchu.
Siedząc i rozmyślając nad życiem, zdałam sobie sprawę, że dochodzi 19. Czas się zbierać... Wygramoliłam sie spod drzewa i ruszyłam w stronę domu.
- Przepraszam, że tak późno...- powiedziałam zamykając drzwi - trochę się rozmyśliłam i straciłam poczucie czasu.
Mama uśmiechnęła się do mnie.
- Gdzie Tori? - zapytałam
- Śpi. Ululałam ją
- Dziekuje! - posłałam mamie ciepły uśmiech.
- Chodź Skarbie, napijemy sie kawy, pogadamy. - mówiła.
Nie miałam nic przeciwko temu. Od jej przyjazdu tak na dobrą sprawę nie gadałyśmy ze sobą.
- To co tam u Ciebie ? - zapytała.
- Dobre mamo.. Albo raczej nie jest źle. Daje radę.
- Kochanie.. - zaczęła mama - wiedzę przecież, że niektóre rzeczy Cię przytłaczającą. Powiedz proszę, że znalazłaś sobie jakiegoś chłopaka. - wypaliła
Zmieszana zaczęłam się jąkać.
- Nie mamo... W sumie to nie wiem czy w ogóle jest sens..
- Skarbie, czujesz sie samotna, wiem to. Widzę. - wzięła mnie za rękę - a sens w tym jest! Oczywiście, że jest.. Wiki potrzebuje ojca.
Zamknęłam oczy. Mama miała rację. Nawet gdybym próbowała zastąpić małej ojca to i tak nie będzie to samo. Wiem to, ponieważ sama ak jakby nigdy go nie miałam. Mój ojciec pił... Nie było go nigdy w domu, nawet go nie pamiętam, bo wyprowadziliśmy się od niego. Nie wiem teraz o nim nic.
- Wiem... - spuściłam głowę - ale ona ma już ojca.
- Ma ojca ?! Gdyby go miała to byłby tutaj z Wami.
- Ojciec to ojciec.
- Przyznaj się. Tęsknisz za nim ??
Moje oczy momentalnie zrobiły się jak pięciozłotówki. Po co jej to wiedzieć ?! Tak cała mama... Nie miałam zamiaru jej odpowiadać.
- Tęsknisz za Louis'em pytam się ?? - ciągnęła mnie za język.
- Mamo....
- Tęsknisz, czy nie ?!
Skinęłam głową.
- Ale co z tego, jak nie mieliśmy ze sobą kontaktu 3 lata, i podejrzewam, że nadal nie będziemy go mieli. - wywróciłam oczami -  Ale nawet to, że za min tęsknie, nie znaczy, że do końca mu wybaczyłam.
- Co Ty opowiadasz.. - mama zaczęła kręcić głową w zamyśleniu.
- Zostawił mnie, a w cześniej zdradził.. Nie robił prawie nic, żeby mnie odzyskać.
Nie chciałam ciągnąć dalej tego tematu..
- Muszę Ci coś powiedzieć. - Zaczęła moja rodzicielka. - Tylko nie moej mi tego za złe.
Mój wyraz twarzy mówił jedynie wielkie 'cooooo ?!'
- Spotkałam ostatnio go, Lou i ... - zacięła się.


_____________________________________________________________________________

kolejna część powinna pojawić się w najbliższych dniach, a nawet dzisiaj wieczorem :)
mam już wymyślone kolejne części, teraz tylko muszę przelać to tutaj :D
Jak myślicie, co będzie dalej ? :D
co takiego 'Twoja' mama powiedziała Louisowi ? :D
Czekam na Wasze komentarze :)
LOVE YOU ALL
Kasiek :D xx

niedziela, 17 listopada 2013

#2 Niall

*oczami Nialla*
Szedłem do szkoły z nadzieją, że po drodze nie wpadnę na kogoś z 'mojej paczki'. Ostatnio strasznie dają mi w kość.. Mam ich po prostu dosyć. No może oprócz Zayna. On jedyny podtrzymuje mnie na duchu. No bo co ja w sumie poradzę ?! To chyba normalne w moim wieku. Tak, zakochałem się. Hah ! Niektórzy pewnie powiedzieliby, że to świetnie, ale czy ja wiem, czy tak super ? W sumie nic nie byłoby źle, gdyby nie to, że ona ma mnie po prostu w dupie... Znamy się z widzenia, rzadko kiedy zamienimy dwa lub trzy zdania. Może dlatego, że jest z tej 'wyższej' sfery. Ciekawe czy w ogóle wie jak się nazywam... Poznałem ją, bo chodzimy razem na dodatkowy w-f. Och... Dziewczyna daje czadu na boisku... I zajebiście wygląda w pod kolanówkach... Ale na co mi to, jak nie wie kim jestem. Oprócz tego, jest coś jeszcze, taki szczególik... Ona ma chłopaka. Nie przepadam za nim.. Jest cholernym kutasem, który ugania się za dziewczynami. Stawiam nawet, że nic nie czuje do [T.I], bo cały czas, kiedy jej nie ma siedzi z inną to znów następną.. Swoją drogą, ciekawie czy ona wie, o jego zachowaniu. Pewnie nie. Szkoda ! Bardzo bym chciał, żeby się o tym dowiedziała. Może miałbym wtedy większe szanse... Na dodatek Mike ma wypasioną furę, a w szkole uważany jest tak, jakby był jakimś bóstwem. Gdyby wiedział prawdę, czyli to co czyje do 'jego dziewczyny' skopałby mi dupę. On może wszystko !! Jego starzy są bogaci, a on jest jedynakiem.. Ma wszystko czego zechce... nawet ją... grrrrrr....
- Siema Stary ! - z zamyśleń wyrwał mnie nie kto inny jak Zayn.
- Hej... - opowiedziałem cicho
- Co tam ? Coś nowego w sprawie [T.I] - zapytał
- CICHO ! - wrzasnąłem - Jeszcze ktoś nie dowie !
- Dobraaa ! Uspokój się... - Zayn uniósł ręce w geście obrony.
- Proszę Cię.. Nie mów tego w miejscach, gdzie NIE jesteśmy sami.. - tłumaczyłem - To jest korytarz szkolny ! Tutaj ściany mają uszy ! Chyba to nie za dobre miejsce do rozmawiania na ten temat...
- Spoko. Chciałem tylko wiedzieć.. No wieeeesz.. - wiercił mi dziurę w brzuchu.
- Okej.. Jak Cię to tak bardzo interesuje, to powiem Ci - zakryłem ręką oczy - Nic w tej sprawie się nie zmieniło.. ZERO czegokolwiek... - może dobrze mi zrobi jak z siebie to wyrzucę...
Rozejrzałem się wkoło, bo zobaczyć czy gdzieś niedaleko nie ma osoby nieporządanej, która wcale nie musi o niczym wiedzieć.
- Stary.. - zacząłem - Nie wiem co mam nawet myśleć o tej całej sprawie.. No bo zobacz... przecież ona.. [T.I]... - zatrzymałem się na chwilę, żeby porządkować sobie myśli - ona nawet w 1/3 nie spojrzy na mnie tak, jak ja widzę ją... To nie ma najmniejszego sensu... ona ma chłopaka !! Nie wiem co sobie wyobrażałem...
- Wszyscy dobrze wiemy jaki jest Mike ! I wszyscy wiemy też, że [T.I] nie jest jego warta.. Ona wydaje się być bardzo porządkowaną i mądrą dziewczyną, a on ?! On to zwykły cham. Sam widzisz jak ogląda się za innymi - ciągnął Zayn.
Czy on właśnie próbował mnie pocieszyć ?
- Tak, ale co jeśli... Jeśli oni na prawdę się kochają ?! - wyrzuciłem
- Proszę Cię przestań !!!! Miłością śmierdzi od nich na kilometr ! Pfff - zaśmiał się
- Przecież [T.I] nigdy nie będzie moja, że moja - pokręciłem głową - Jestem tylko nastoletnim frajerem !!! - krzyknąłem.
W pewnym momencie oczy Zayna zrobiły się jak pięciozłotówki.
- Coś nie tak ?? - zapytałem.
- Yyyyy...tak...a w zasadzie to....odwróć się - chłopak pokazał za mną palcem.
O BOŻE !! Ona tam stała !!!! Całe szczęście, że (jak zwykle z resztą) nie zwracała na mnie uwagi.
- A co jeśli usłyszała ?! Kurwa... - przekląłem pod nosem
- Chodź zaraz zaczynają się lekcje - Zayn poklepał mnie po plecach - Nie przejmuj się tak ! Wątpię, żeby usłyszała cokolwiek..mam nadzieje - uśmiechną się.
Idąc do sali cały czas myślałem o tym, żeby ona tego nie usłyszała... Wtedy to już wcale nie miałbym u niej szans.. A zresztą, czy mam jakieś szanse teraz ?! Nie mam nic do stracenia...Heh...Do tego w sobotę jest szkolny bal. Nie mam pary. Tak bardzo chciałbym ją zaprosić... No le jak już wspomniałem Mike spotkałby mi dupę.. Wolę nie ryzykować. I tak jestem frajerem... Tylko nastoletnim, głupim frajerem..

*oczami [T.I]*
Szłam sobie właśnie korytarzem i usłyszałam, że Niall mówił coś o mnie... Nie jestem pewna co, ale był jakiś sfrustrowany i powtarzał tylko, że jest frajerem. Nie wiem dlaczego, ale jeśli mam wyrazić swoje zdanie to wcale tak nie uważam. Niall jest bardzo miłym chłopakiem. Uważam, że jest słodki. Szkoda, że tak mało się znamy.. Może moglibyśmy być przyjaciółmi... Szczerze mówiąc, to bardzo go lubię, chociaż jest jak jest. Boże co ja w ogóle wygaduje ?! Jeśli Mike by się o tym dowiedział miałabym przechlapane. Mało tego boje się, że Niallowi też zrobił by krzywdę. Jestem 'tylko jego' . Ale kocham Mike'a... tak mi się wydaje... O widzę go !!
- Cześć Skarbie - krzyknęłam biegnąc w jego stronę.
Zaraz, zaraz ! Co ta lafirynda robi obok niego ?!?!? Dlacz...Dlaczego ona go obejmuje ?! Fuuuj !! Pocałowała go !
- Możesz mi do cholery wytłumaczyć co to ma znaczyć ?! - zaczęłam krzyczeć, a Mike nadal siedział, a nawet mało co go przejęłam.
- Kochanie... - zaczął z dumą w głowie
- Nie mówi do mnie kochanie !! Długo to trwa ?! Zawsze kiedy mnie nie ma, tak dobrze się bawisz ?!?! ZAWSZE ?!?!  - wybuchłam, a z oczy zaczęły kapać mi łzy. - Ale w sumie mogłam się tego po Tobie spodziewać ! Ty ...Ty chuju !!! To... To koniec !! - zaczęłam oddalać się od niego, a ten nawet nie protestował.
Czyli miałam racje.. zawsze tak było... Nawet... nawet nie chciał mi tego wytłumaczyć... To dało mi do myślenia.
- A to skurwiel ! - krzyknęłam wychodząc ze szkoły.
*  *  *
Dzisiaj jest bal szkolny... Nie chce na niego iść.. Nawet nie mam z kim... Och gdyby Niall.... Dlaczego ja wgl o nim myślę ?! Pewnie ma już z kim iść... Przecież jest przystojny no i .... No nie znowu !!! Gdyby nie to, że jestem w tej szkole ostatni rok, olałabym ten cały bal. Ale nie wypada mi... Zawiodę nauczycieli.. przecież im obiecałam, nie mogę stracić swojej reputacji tuż przed końcem roku.. Nie, to by było straszne...
*oczami Nialla*
No tooo... Jestem na balu. Ogólnie atmosfera jest ok. Zaniepokoiło mnie tylko to, że Mike przyszedł z Sandrą. Przecież jest z [T.I] . A może o czymś nie wiem ?! W sumie to podobne do niego... pffff... Nawet nie mam z kim pogadać... Świetnie.. Zayn musi mieć tak mały pęcherz ?! Lolz... chodzi do łazienki co najmniej kilka razy w godzinę.
O Boże [T.I] przyszła ! Wygląda zajebiście.. Jak zwykle z resztą... Piękna kremowa sukienka przed kolano pasuje jej. I te włosy... Mało tego, jest ślicznie pomalowana, chociaż lubię ją i bez makijażu.. Boże noooo.. przez to zacząłem zwracać uwagę na duperele takie jak, makijaż... Tracę głowę..
Kurwa mać !!! Ona idzie w moją stronę !! ONA . IDZIE . W . MOJĄ . STRONĘ !!! Czułem jak zaczynam drżeć... Nie no to jakiś żart... Przecież taka laska w życiu by do mnie nie podeszła nooo !! Chyba się uszczypnę...
- Hej Niall . - powiedziała cicho.
O mój boże !!! Ona zna moje imię !! Przecież ona miała mnie w dupę !!! Dlaczego nie ma mnie w dupie ?! Ona wie kim jestem !!
- Heej - opowiedziałem nieśmiało.
A ona... Podeszła i mnie pocałowała !! Pocałowała mnie !
- Niall, wiesz... chyba.. chyba lubię Cię w ten sposób.. - zaczęła, a moje serce czułem już w gardle
- Ale.. -zacząłem, ale przerwała mi.
- Nie przyznawałam się do moich uczuć... Nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że zakochuje się w Tobie, ale... ale teraz już wiem... I zanim pomyślisz, że jestem zdzirą, bo niedawno zerwałam z chłopakiem, a już lecę do Ciebie, wiedz, że jestem pewna tego uczucia jak daty swojego urodzenia. - powiedziała
Zaraz co ?! Zerwała z Mike'em ?! To nie jest teraz istotne.. Ona... ona coś do mnie czuje... Boże...
- Mam dwa bilety na jutrzejszy mecz.. pójdziemy razem ? Proszę nie mów 'może' tylko zgódź się - po chuja zacząłem gadać o jakichś biletach ?!!? - bo.. wiesz.. chyba też Cię lubię w... w ten sposób... - nadal nie mogłem ogarnąć tego co właśnie się wydarzyło
- Ale przecież jestem tylko nastoletnim frajerem - powiedziałem
- Jak ja - uśmiechnęła się i ponownie złączyła nasze usta w pocałunku.

________________________________________________________________________


Heej <3
wczoraj w nocy wymyśliłam temat na tego imagina :D
pewnie większość z Was skojarzyło go z piosenką Teenage Dirbag, którą 1D coverują :D
no i właśnie o to chodziło :)
i tak oto powstał imagin na podstawie piosenki :D
OKS ONIEC TEJ GDANINY xD
Chciałabym Wam bardzo podziękować, za to, że komentujecie :) ;*
to świetna motywacja do pisania dalej i dalej :) Bardzo cieszy mnie też fakt, że moje wypociny się komuś podobają <3
a więc MASSIVE THANK YOU jakby to Harry powiedział :D
LOVE YOU ALL !! <3
Pozdrowionka ;***

piątek, 15 listopada 2013

#Zayn

Kolejny nudny dzień w domu dziecka... Te wakacje zapowiadały się nieziemsko, a wyszło jak zawsze. Pewnie zapytacie co 17-letnia dziewczyna robi w domu dziecka ? Już Wam mówię... Kiedy miałam 3 latka moja mama umarła na raka.. Smutne, ale prawdziwe.. W sumie, mało co ją pamiętam, ale mimo to bardzo za nią tęsknię. Chyba każdy tęskniłby za kimś, kto pociesza dobrym słowem i wspiera... No nic.. Takie jest życie, nie mogę zmienić losu. A więc po śmierci mamy zaopiekowała się mną babcia. Nie pytajcie o ojca... Nawet nie wiem gdzie teraz jest, ale jestem pewna, że leży gdzieś pijany. Chociaż mało go widziałam, to właśnie taki jego obraz malował się w mojej głowie, gdy tylko pomyślałam o moim dzieciństwie. On po prostu nie był w stanie się mną zająć, dlatego babcia zastępowała mi i matkę i ojca. Kolejną tragedią w moim życiu była śmierć właśnie jej - mojej babci. 4 lata po mamie. Chociaż minęło od tamtego czasu już 10 lat to nadal dobrze pamiętam to wydarzenie.. Mój świat się zawalił... Jedyna osoba, którą szczerze kochałam odeszła.. I właśnie w taki sposób trafiłam tutaj.. W zasadzie źle nie jest, a nawet całkiem ok. Tu jest teraz mój dom. Przyzwyczaiłam się już. Teraz ci wszyscy niegdyś obcy ludzie są dla mnie jak bracia i siostry. A w szczególności Zayn. Nie żebyśmy byli jakoś spokrewnieni, nie. Ale gdyby nie on nie dałabym rady. Wsperał mnie odkąd się tu znalazłam. Zayn definitywnie jest moim najlepszym przyjacielem. Jest w moim wieku. To może dlatego tak dobrze się dogadujemy ? Nie wiem, on jest po prostu inny niż wszyscy chłopcy, z którymi chodzę, np. do szkoły. Wiem, mówię teraz o nim jakby był dla mnie kimś więcej niż przyjacielem, ale muszę się Wam do czegoś przyznać... Ostatnimi czasu dużo myślę o nim.. o mnie, ogółem o nas. I myślę, że chyba się w nim zakochuje. Nie jestem pewna tego uczucia, ale coś tam w środku mnie podpowiada mi, że Zayn jest tym na którego czekałam, jest moim szczęściem. Tak ! W jakimś stopniu już teraz daje mi szczęście, bo na dobrą sprawę mam tylko jego, ale to co czuje jest czymś innym niż do tej pory. Ja chyba... Chyba go kocham... I to nie po przyjacielsku, czy miłością siostry do brata, tylko tak jak dziewczyna kocha chłopaka. Dobra, kończę to durne rozmyślanie, bo umówiłam się na wieczór z...sami wiecie z kim. Ma zaraz po przyjść i mamy się gdzieś przejść. Więc koniec tego gadania, bo zaraz się spóźnię...
*   *   *
- Hej [T.I] ! Gotowa ? - zapytał Zayn wchodząc do mojego pokoju.
- Już prawie... - odpowiedziałam szukając wzrokiem mojej torebki - jeszcze tylko..
- Twoje torba jest tutaj - uśmiechnięty wskazał na krzesełko.
- Dzięki. - powiedziałam zawstydzona - Ostatnimi czasy jestem jakaś rozkojarzona..
- Widać ! Nie można z Tobą normalnie pogadać. Co się dzieje? - zapytaj wlepiając we mnie te błyszczące tęczówki.
- Nie, nic.. po prostu.. nie umiem tego normalnie wytłumaczyć... - powiedziałam zmieszana - możemy już iść, czy dalej będziesz tak wypytywać ?! - rzuciłam odczepnie i prychnęłam śmiechem, kiedy Zayn podniósł ręce w geście obrony.
- No to idziemy Panno Czepialska - nie lubię gdy tak do mnie mówi..pfff... - Panie przodem - przepuścił mnie w drzwiach.
Zakluczyłam mój pokój i wyszliśmy z budynku kierując się w stronę parku.
- Wiesz... - zaczął Zayn - ostatnio myślałem dużo.. - zatrzymał się na chwilę - ogólnie o wszystkim.. O Tobie też i ... tak myślę...moglibyśmy porozmawiać ? - zapytał
- Przecież już rozmawiamy Zayn, w sumie to Ty mówisz a ja słucham, ale rozmowa to rozmowa - uśmiechnęłam się
- Ojjj weź !! Ja tu robię napięcie.. - wyszczerzył zęby - ale tak już całkiem serio, to porozmawiać tak poważnie, poważnie.. Bo chciałbym Ci coś powiedzieć i w ogóle...
- No to słucham - powiedziałam zdezorientowana...wcale nie wiedziałam o co może mu chodzić..
- Ale nie tutaj. Chodź ! - krzyknął podając mi rękę.
Złapałam ją. W naszym przypadku chodzenie za rękę było całkiem normalne i zadrżało się często, więc nie ma co lamentować, że omg wziął mnie za rękę, bo to norma. Nic.. Zaprowadził mnie w śliczne miejsce nad małym jeziorem. Usiedliśmy pod wierzbą, która spuszczała na ziemie swoje gałęzie. Było na prawdę przecudnie. Złote gwiazdy odbijały się od tafli wody, a księżyc tego wieczoru świecił jak mało kiedy.
- No to.... - odchrząknęłam - chciałeś mi o czymś powiedzieć ?
- Więc... - przerwał na chwilę, by zaciągnąć się powietrzem - znamy się już dużo czas i pomyślałem - o boże nie ! - że może....no...chciałabyś być może...moją dziewczyną... może - zachłysnęłam się powietrzem. Muszę sobie to wszystko poukładać.. Przecież to ja niedawno mówiłam sobie, że chyba go kocham, a teraz on się...boże...
- Zayn ja nie wiem co powiedzieć...
- Jak nie chcesz, to umówmy się, że rozmowy nie było, zapomnijmy o niej po prostu i niech będzie tak jak wcześniej.. - zaczął nerwowo tłumaczyć - wiesz jak nie to nie spoko jest ok...
- Nie ! - przerwałam mu - Zayn nie jest ok, nie zapomnijmy o rozmowie z przed chwili, bo ....bo chce Zayn... chce być Twoją dziewczyną.. chce i nawet sama nad tym wcześniej myślałam...
Zayn otworzył szerzej oczy. Czyżby nie spodziewał się takiej odpowiedzi ? Swoją drogą to słodkie jak chłopak mówi po prostu 'czy chcesz zostać moją dziewczyną' bez owijania w bawełnę, dziecinne, ale i słodkie.
- Too...jesteś moją dziewczyną, tak ? - pytał jakby nie wierzył w to co przed chwilą powiedziałam
- Tak Zayn, a Ty moim chłopakiem.. - moim powtórzyłam w myślach
Zayn przysunął się do mnie i mnie przytulił. Przez chwilę wpatrywaliśmy się w gwiazdy, ale Zayn w pewnej chwili wstał i pociągnął mnie za sobą.
- A więc moja dziewczyno.. kocham to mówić...no to moja dziewczyno, ale musisz mi coś obiecać - uśmiechnął się triumfalnie.
- Hyyym ? - zmarszczyłam brwi
- Na zawsze razem ? Forever Together ? - zapytał
- Oczywiście... - pocałowałam go w policzek  i zaczęłam chihrać
- Ale ja mówię poważnie...za rok wypuszczą nas z domu dziecka, bo będziemy pełnoletni, i nawet wtedy kiedy nie będziemy mieszkać przez ścianę.. - przerwał na chwilę - chce być z Tobą [T.I] ... Tak na zawsze, zawsze.. - powtórzył słowo 'zawsze' to musi być na prawdę na poważnie.
Chwilę się zastanawiałam, ale zaraz byłam pewna, że tego chce...też chce być z nim na zawsze...
- Tak Zayn..na zawsze, zawsze. .jesteś wszystkim czego potrzebuje do szczęścia... - spuściłam wzrok.
Zayn chwycił moją brodę, podniósł do góry i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku...
*  *  *
Minął już 7 miesięcy odkąd jestem z Zaynem. Wiele się nie zmieniło, nadal jesteśmy sobie bardzo bliscy tylko z tymi buziakami itp. ale nie przeszkadza mi to, wręcz przeciwnie - schlebia. Za 5 dni Zayn kończy 18 lat, a ja tydzień po nim. Dzisiaj chciał się ze mną zobaczyć i pewnie zaraz przyjadzie.
- No hej Kochanie - wszedł nie pukając - Jak tam ?
- Joooł - odpowiedziałam przeciągle - wszystko byłoby dobrze gdybyś zanim tu wszedł zapukał - zaśmiałam się
- Oj no przepraszaaam.. - wydą usta, po czym usiadł koło mnie
- Chciałeś pogadać ?
- A no właśnie - wyraźnie posmutniał - Mam na prawdę poważną sprawę...
- O co chodzi - zmarszczyłam brwi.
- Jakaś..jakaś rodzina..chce wziąć mnie i moje siostry tak na stałe - nie wiem dlaczego, ale zaczęły lecieć mi łzy
- Ale Skarbie nie płacz ! Nie ruszę się nigdzie bez Ciebie ! Teraz na te 4 dni musimy się rozstać, ale przyjdę tu po Ciebie i będziemy żyli dłu7go i szczęśliwie ! Jak w bajkach ! - uśmiechną się i potarł mój policzek,
- Zayn... nie słyszysz tego co mówisz ?! Oni Cię wezmą już na cały czas, a Ty o mnie zapomnisz i znowu zostanę sama... nie rozumiesz tego ?! Boje się... - płakałam coraz bardziej
- Kotek ! Nawet tak nie mów ! Wrócę po Ciebie ! - podniósł swój głos - albo nie... zostanę tu z Tobą i sprzeciwię się, żeby ktokolwiek mnie adoptował..
- Nie Zayn.. to dla Was wielka szansa...dla Ciebie i dla dziewczynek...Obiecasz, że wrócisz ? - powiedziałam już troszkę się rozchmurzając.
- Obiecuję ! - wyciągnął mały palec w moją stronę.
Ja zrobiłam to samo i związaliśmy nasze palce i obietnicę.
- Kocham Cię wiesz - powiedziałam wtulając się w tors Zayna
- Ja Ciebie też, wieeeesz- powiedział śmiejąc się. - No to chyba muszę się zbierać...wracam za 4 dni. Po Ciebie Skarbie ! - wykrzyczał
Znowu zaczęłam płakać. Pocałowaliśmy się i chłopak zniknął za drzwiami. Patrzyłam w okno i nadal płakałam... Widziałam szczęśliwego Zayna i jego siostry z jakimś małżeństwem. W pewnym momencie Zayn mnie zauważył. Zmartwił się. Ja schowałam się pod kołdrą. Nie chciałam nikogo widzieć, byłam zła, smutna i rozczarowana.. Dlaczego ?! Nikt mnie nie chce.. nikt... Nawet Zayn sobie odszedł... Niby obiecał że wróci, ale wiadomo...
Usłyszałam głośne walenie w drzwi mojego pokoju. Odkryłam głowę, ale nie zamierzałam otwierać. W końcu drzwi same otworzyły się pod wpływem mocnego pchnięcia. Stał w nich Zayn.. Płakał ? Szybko mnie przytulił.
- Nie mogę Cię tu zostawić.. - mówił drżącym głosem - nawet na 4 dni...
- Zayn głupku ! Musisz iść ! - powiedziałam
- Nie ! Nie zostawię Cię tu.. proszę chodź ze mną.. co tam 4 dni... Chodź i bądź ze mną - kiedy to mówił łzy leciały mu jak groch - znajdziemy sobie dom... i znajdę dla siebie lepszą pracę... Będziemy mieli dzieci.. Proszę...
- No nie wiem.. jak my to zrobimy ??
- Mam pomysł ! - wybiegł za drzwi
Wyjrzałam za okno, widziałam jak Zayn rozmawia ze swoimi nowymi rodzicami i składa przed nimi ręce.
W końcu wparował do mojego pokoju.
- Chodź ! - Wziął mnie za rękę
- Ale gdzie ? - zdezorientowana zapytałam
- Jedziesz z nami! O nic nie pytaj załatwiłem to, ale pod jednym warunkiem - powiedział stanowczo
- Jaki...
- Wyjdziesz za mnie ? - przerwał mi - Przepraszam Kotek, że w takich okolicznościach, ale planowałem to już wcześniej, ale mus to mus.. Zgódź się ! - wyciągnął pierścionek ze swojej kieszeni.
Zaczęłam płakać
- Zostaniesz moją żoną  ? - zapytał po raz kolejny
- Ale tak na zawsze, zawsze ? - uśmiechnęłam się, nadal płacząc
- Zawsze, zawsze.. Obiecuje - powiedział Zayn
- Kocham Cię... No pewnie, że tak !  - założył mi pierścionek na pale, a ja rzuciłam mu się w ramiona.
NA ZAWSZE ZAWSZE !

_______________________________________________________________

eloszki :D
zjebałam koniec... tak mi się wydaje :/
dziękuję, że wchodzicie na bloga i czytacie :))
kocham Was <3
chciałabym poznać Waszą SZCZERĄ opinię dotyczącą tego imagina :)
podoba Wam się ? Nie podoba ? Dlaczego ? Co mam zmienić ?

Proszę o komentarze <3 Liczę na Was <3
Pozdrawiam <3 ;**

czwartek, 14 listopada 2013

#1 Niall

Niall..mój chłopak, a właściwie to...to już mąż...szczerze mówiąc, to nie wiem co robię ze swoim życiem..Oczywiście ! Kocham go, bardzo, możliwe że najbardziej...ale on..jest sławny tak? I od razu na wstępie powiem, że wcale nie na to poleciałam...zacznijmy od początku:
Poznałam go, Nialla w szkole..hah..wiem głupie..kolejna badziewna historyjka "poznali się szkole i od razu wielka miłość", muszę Was zaskoczyć, bo..bo wcale tak nie było...na początku lekko powiedziawszy, nie przepadaliśmy za sobą, pffff co ja wygaduje ?! nie cierpieliśmy się. A więc Niall należał do grupki uczniów..hyym..'tych fajnych', tak, tak, na których lecą wszystkie dziewczyny itd., itp...a ja...ja niestety, albo i stety nie należałam do tych 'popularnych'. Często..BARDZO często miałam spiny m.i. z nim...albo inaczej..W większości z nim...biliśmy się na słowa, ale i nie tylko...ostatnim razem, przyznaje, trochę przeholowałam, ale tylko troszkę, bo szczerze to należało się gnojowi ! Nazwał mnie puszczalską dziwką !! WTF ?!?! co miałam robić ? no i właśnie z całym impetem wyjebałam mu w twarz..(muszę przyznać, że walnięcie było epickie !! ) no i co ?? oboje znaleźliśmy się w gabinecie u dyrektorki, swoją drogą, to już nieźle się tam zadomowiłam, byłam tam przynajmniej 4 razy w miesiącu..ALE TO PRZEZ NIEGO !  Dobra wracając, tym razem dyrka, nie kazała nam lizać wszystkich tablic w szkole, sprzątać dziedziniec, ani nie ukarała nas za to uwagą, albo coś w tym stylu...tym razem to było coś gorszego, znacznie gorszego...zamknęła nas w jednej z klas mówiąc: 'dopóki się nie pogodzicie, nie zostaniecie stąd wypuszczeni!' świetnie c'nie ?! miałam zostać w piątek po lekcjach Z NIM ?! możliwe na dłużej niż tylko piątek, bo prawdę mówiąc, nie zamierzałam się z nim godzić...Pamiętam dokładnie, jak krzywo patrzyliśmy się na siebie pierwsze 3 godziny w kozie...ale potem...potem to zaczęło się zmieniać..szczerze, nie wiem jak to się stało, ale ON zaczął DO MNIE mówić..ale nie tak jak zwykle, tym podłym głosem, ale delikatnie...na razie traktowałam jego słowa jak powietrze, ale z czasem zaczęłam...odpowiadać na jego pytania, zaczęliśmy rozmawiać...normalnie rozmawiać... wtedy wszystko zaczęło się zmieniać, nie to że w jakiś cudowny sposób nasze zachowanie zmieniło się na nienaganne, nie, ale byliśmy względem siebie koleżeńsko nastawieni, a w moim sercu zaczęło rodzić się uczucie...coś jak..jak miłość ? nie wiem...po prostu Niall zaczął mi się podobać..Tak wiem jestem nienormalna...przecież byliśmy wrogami traktowaliśmy się jak śmieci a teraz JA zaczęłam zakochiwać się w NIM ! Mało tego Niall zaczął..hyyym...pewnego dnia po prostu podszedł do nie i zapytał, czy nie wyszłabym gdzieś z nim na miasto. Rozum mówił nie, ale serce zawsze wie swoje i się zgodziłam..dalej sami wiecie co było kolejne 'randki' wymykanie się z domu, spędzanie ze sobą czasu, na prawdę nie chce mi się tego teraz wymieniać..
Po roku naszego związku, Niall poszedł na przesłuchania do X-Factora i tu znowu nie muszę Wam mówić co stało się potem...wpiszcie sobie w google. Od tamtego czasu nadal byłam z Niallem, ale coś szło nie tak...jakby ktoś przygasił nasze wzajemne uczucia. Tak ! Staraliśmy się, gdy tylko było to możliwe spotykaliśmy się. Ja go potrzebowałam - on był przy mnie, i na odwrót. Zdawałam sobie sprawę z tego, że już nie tylko ja kochałam Nialla, ale grupa jego wielbicielek się powiększała...z dnia na dzień rosła bardziej i bardziej...nie wszystkie akceptowały mnie, może to dlatego zaczynałam przestawać wierzyć w tą miłość... jednakże była grupa osób, która mówiła, że dzięki mnie Niall jest szczęśliwy i w pełni są za mną. I dzięki tym osobom, dzięki ich wsparciu, kilka dni po powrocie Niallera z jego, a tak właściwie ich, pierwszej trasy koncertowej, zgodziłam się...zgodziłam się być już na zawsze jego...zgodziłam sie na oświadczyny Nialla, być może pochopnie, ale mam to w dupie, liczyło się tu i teraz. Tym zajściem, nasze uczucie znowu się pogłębiło..hah nie powiem ma on poczucie czasu, kiedy zaczynałam wątpić, on...on dał mi nadzieję i wiarę w lepsze jutro. Masze życie zaczęło się zmieniać...znowu. Po 3 latach znajomości wzięliśmy ślub. Był przepiękny, chociaż skromny..wszystko było wspaniałe..
No i jesteśmy w punkcie wyjścia...teraz w tym monecie pisząc to nie wiem czy dobrze zrobiłam.Miałam nadzieje, że nasze życie już po ślubie będzie lepsze, wspanialsze...Ale teraz Niall nie ma dla mnie czasu..jego kariera poszła dynamicznie do przodu, ciągle nowe wywiady, koncerty konferencje, żadko kiedy bywa w domu, ogólnie nic w tym dziwnego, ale mam wrażenie, że znalazł sobie lepszą, ładniejszą ode mnie, że mu się znudziłam, że nagle słowa przysięgi Kościelnej '...miłość, wierność i uczciwość małżeńską...' straciły na znaczeniu i prawdziwości, ale cóż...teraz to droga bez powrotu, ponieważ...jestem w ciąży...Boje się, chyba każdy w tej sytuacji bałby się. Po pierwsze nie wiem czy Niall w ogóle chce to dziecko, nigdy o tym nie rozmawialiśmy, na razie mieliśmy prowadzić życie w dwójkę, no ale stało się. Nie zamierzam usuwać dziecka, to co teraz rodzi się we mnie to wynik miłości mojej do Nialla i Nialla do mnie. Ta malutka fasolka, która się rozwija jest już moim dzieckiem, nie po to baliśmy jej życie, żeby teraz je zabrać...Po drugie, nie wiem jak zareagują na to ludzie z zewnątrz..w szczególności fani. Moim zdaniem powinni to uszanować, takie jest życie, ludzie się kochają, pobierają, a potem rodzą im się dzieci, wynik tej miłości, jak już wcześniej wspomniałam. Mimo to różni ludzie żyją na świecie i całkowicie nie wiem czego można się po niektórych spodziewać. No nic...zamierzam powiedzieć o tym Niallowi nie prędko..BOJĘ SIĘ !! Właściwie to Nialler ma przyjść dzisiaj wieczorem..ma wolny weekend, zobaczymy co z tego będzie..

* * *

- Cześć Kochanie !!! - nie pukając, ani nie dzwoniąc wparował Niall, no w sumie do swojego domu się nie dzwoni xD
- Heeeej ! Tęskniłam ! - rzuciłam się na niego, nie wiem czy to mu się podobało, czy nie, ale mało mnie to obchodzi, na prawdę się za nim stęskniłam, czasami ciężko wytrzymać samej w domu..jest wtedy taka zupełna cisza..zero jakiegokolwiek życia...
- Ja też się stęskniłem ! - chyba to było szczere patrząc po jego uśmiechu. Może to odpowiedni moment, żeby powiedzieć mu o ciąży.. - mam nowinę ! - oświadczył...no co Ty nie powiesz ?! ja też mam ! lolz - od dzisiaj będziesz jeździła z nami we wszystkie trasy koncertowe ! Taka wycieczka dookoła świata ! - kopara opadła mi do samej podłogi..że co ?!?! nie ja nie mogę..my nie możemy..
- Wiesz Niall..to chyba nie najlepszy pomysł, bo wiesz..ja nie lubię podróżować.. - próbowałam się z tego wymigać jakimś kłamstwem...może teraz jakoś by było, ale potem ?! ja + wielki brzuch..nie to nie może się udać..
- Kociee ! jak to nie lubisz podróżować? Mnie nie oszukasz - powiedział Niall, a ja sztucznie się uśmiechnęłam.
- Ale... - jąkałam się - ja..ja nie mogę, kto zajmie się domem ??
- Widzę, że nie podoba Ci się ten pomysł..nie chcesz jechać, bo nie będzie się kim zająć domem, na serio ?? Bądź ze mną szczera, dlaczego ?? - zapytał. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć..długo milczałam..
- Jak wyobrażasz sobie w trasie dwie nowe osoby, jak ?! - ups !!! wygadałam...
- Jakie dwie osoby ?? Biorę tylko Ciebie, nikogo więcej.. - no chyba coś mi się zdaje, że jak weźmiesz mnie to przymusowo weźmiesz kogoś jeszcze, choćby nie wiem co...
- No bo...biorąc mnie...weźmiesz kogoś jeszcze... - myślałam, że nie dokończę zdania..dostawałam białej gorączki ! - mówiąc kogoś jeszcze mam na myśli jego - spojrzałam na swój brzuch i dotknęłam ręką. Niall stał zdezorientowany. Poważnie muszę Ci to tłumaczyć jak chłop krowie na rowie ?!?! - jestem w ciąży... - dokończyłam, a z moich oczy powoli zaczęły lecieć łzy...
- Że coooo ????? Jesteś w czym ?! to nie możliwe - mówił wyrażnie poddenerwowany..zły...
- Możliwe i prawdziwe, za kilka miesięcy urodzi nam się dziecko... - powiedziałam odważnie, ale zaraz tego pożałowałam, bo złość Nialla buzowała.
- Nieee !!! Ty będziesz miała dziecko !!!! Ty ! To Twoja wina !!! zdajesz obie sprawę z tego co narobiłaś ?!?! jak to teraz dalej będzie ?!?! - no chyba kurwa sobie jaja robisz !
- co proszę ?! moja wina ?! moje dziecko ?! co JA zrobiłam ?! bo i pewnie sobie sama zrobiłam to dziecko, bez niczyjej pomocy od tak zaszłam w ciążę, a Ty się do tego nie przyczyniłeś ?!?!? - wkurzyłam się poważnie...co on sobie myśli ?!
Nie chciałam z nim zostać ani chwili dłużej...jak można się tak zachować .. no kurwa jak ?!?! nic nie pakując wyszłam z domu.
- No to zamieszkam sobie u Loli w takim razie - trzasnęłam drzwiami.
Oby tylko Lola chciała mnie przyjąć...ale jest moją przyjaciółką, mam nadzieje, że zrozumie oby...

***

-...i on tak powiedział ?!?! - dopytywała się Olimpia po tym jak skończyłaś opowiadać jej o tym co zaszło - zachował się bardzo nie fair...
- Dosłownie...nie wiem co mam robić...po prostu nie wiem.. - zakryłam twarz rękami
- Podstawowe pytanie - podniosłam głowę - kochasz go ? - Lola uniosła jedną brew
- Ja...pewnie że go kocham...ale nie wiem czy on nadal kocha mnie...jego ostatnie zachowanie...i co z tego że go kocham, jak on nie chce tego dziecka, w tym przypadku muszę wybierać, albo on, albo to małe coś we mnie... - chyba nie muszę tłumaczyć kogo wybrałam. - ono..też go kocham...jest moje i już..
- Słonko ! On na pewno też czuje dalej do Ciebie to samo co Ty do niego ! - taaa jasne...
- Skąd Ty to możesz wiedzieć ??? - rzuciłam odczepnie..
- Bo..on teraz cierpi..wiem to na pewno..źle mu z tym.. - i co jeszcze ?! uraził mnie i to bardzo !
- A to skąd wiesz ?! - dociekałam
- No bo... on..bo on stoi za Tobą.. - CO ?!?!?! jak on tu wlazł? znowu zaczęłam płakać...
Ewidentnie Niall stał za mną...cały zapłakany...miał spuchniętą twarz..zrobiło mi się go szkoda, ale z drugiej strony cierpi z winy nikogo innego tylko siebie..
- Mo..możemy pogadać ? - zaczął jęczeć ze spuszczoną głowę
Popatrzyłam na Olimpię i zaczęłam machać rękoma, co oznaczało 'nie'
- To może ja zostawię Was samych - powiedziała..no dzięki wiesz ?!. Lola podeszła do mnie i powiedziała na ucho 'tak będzie lepiej dla wszystkich..wyjaśnijcie sobie to..zobaczysz, może dzięki temu wszystko się ułoży' I odeszła jakby nigdy nic..zostawiła mnie samą z Niallem..czułam się jak kiedyś, gdy zamknęli nas razem w kozie...to było okropne uczucie...Teraz trwała cisza...ja nie zamierzałam się na razie odzywać. Siedziałam dalej na kanapie wpatrując się w ścianę... W końcu Nialler usiadł koło mnie. Wziął moją rękę, na co się wzdrygnęłam i chciałam uwolnić się z jego uścisku, jednak był zbyt silny i zdeterminowany
- Ja.. ja przepraszam...- powiedział cicho głaszcząc moją rękę..- na prawdę przepraszam..źle się zachowałem..nie powinienem tak mówić...nie powinienem tak w ogóle zareagować...- co chwila przerywał swoją wypowiedź, jakby szukał odpowiednich słów w swojej głowie, ja siedziałam i patrzyłam na jego tors..- ja chce mieć dziecko...razem..razem z Tobą..chce je..Kochanie...teraz wiem, że MY będziemy mieli dziecko i, że to wcale nie Twoje wina, tylko...tylko zasługa...to dzięki Tobie będę mógł być ojcem...najszczęśliwszym ojcem na tej ziemi, ale Skarbie..proszę wybacz mi...błagam, za bardzo Cię..za bardzo Was kocham, żebyście odeszli w takiej chwili, w chwili, w której na prawdę Was potrzebuje..proszę...
- Niall.. - zatrzymałam się na chwilę tylko po to, żeby wybuchnąć płaczem - skrzywdziliśmy je już teraz - dotknęłam brzucha - nie chce krzywdzić je po raz kolejny, kiedy przyjdzie już na ten świat...nie powinniśmy tak postępować, wierze, że to dziecko, nasze dziecko, zasługuje na idealne życie, bez tych kłótni..bez tego wszystkiego i boje się, że jeśli zostawimy to teraz tak, to dalej będzie tak samo i w przyszłości możemy na prawdę je skrzywdzić...jeżeli ma się tak stać, wolę żebyśmy rozeszli się teraz, niż wtedy kiedy to posunie się za daleko... - cały czas płakałam...w sumie to nie wiedziałam nawet czy moje słowa mają jakikolwiek sens, ale musiałam wyrzucić to z siebie...
- Kocham Cię !! Proszę daj mi jeszcze jedną szansę..prozę..obiecuje, że postaram się być dla Ciebie dobrym mężem, a dla naszego dziecka jeszcze lepszym ojcem proszę...tak bardzo Was kocham...proszę wybacz mi...
Teraz już na prawdę nie wiedziałam co mam myśleć, co robić..z jednej strony zrobił źle i musi ponieść tego konsekwencje, ale z drugiej obiecuje, że już nigdy nie dojdzie do takie sytuacji jak wtedy kiedy powiedziałam mu o ciąży, a ja wierzę mu jak nikomu innemu...Chyba...chyba dam mu szansę...niech się wykaże, oby tylko tej szansy nie zmarnował...mam nadzieje, że zostały mu jeszcze resztki rozumu.
- Wybaczam Niall.. - powiedziałam po dłuższej chwili ciszy nadal płacząc... - ja też Cię kocham bardzo... - rzuciłam mu się w ramiona, przytuliłam się do niego, a on..zaczął płakać jak małe dziecko...poważnie
- Dziękuję...tak bardzo Cię kocham... - przybliżył głowę do mojego brzucha - Ciebie też kocham moja Ty fasoleczko... - nadał płakał, ale na jego ustach zaczął pojawiać się uśmiech - Jak damy mu na imię ? Chyba, że to będzie ona.. - powiedział w moją stronę
- Niall...wydaje mi się, że na razie mamy jeszcze czas, żeby się nad tym zastanowić - uśmiechnęłam się w jego stronę pociągając nosem.
Niall pocałował mnie tylko i dalej siedzieliśmy w swoich objęciach...mogłabym siedzieć tak już do końca życia...

***
Siedziałam, a właściwie leżałam na szpitalnym łóżku, oczekując, aż na świat przyjdzie nasza córeczka. Niall siedział obok na stołku, cały czas trzymając mnie za rękę. Był ze mną od początku, kiedy tylko poczułam bóle porodowe, był ze mną mimo to, że powinien dawać koncert na drugim końcu świata...był ze mną..Wszystko działo się bardzo szybko..przeszywający ból, lekarze, pielęgniarki..mdlejący Niall haha..ciota z niego, ale za to jaka kochana ciota, a w końcu płacz dziecka. Coś w moim sercu podskoczyło, gdy ją usłyszałam. Jak ocucili Niallera, to przeciął pępowinę i znowu zzieleniał xD ... Tsaaaa cały on...ech... Jedna z pielęgniarek podała mi malutką na ręce. Była taka tycia, bezbronna, nie muszę chyba dodawać, że bardzo ją kocham..bo kochałam ją od początku jak była naszą fasolką
- Witamy na świecie Lilli ! ...... - powiedział Niall głaszcząc po głowie szkrabka
- Ale jak to Lilli ?! - zdezorientowana zapytałam - miało być inaczej !! Dlaczego akurat Lillie ?!
- Przed chwilą przyszło mi do głowy - Niall zaczął się śmiać - jak chcesz to możemy zmie...
- Nie ! może być Lilli ! podoba mi się, nawet bardzo mi się podoba - uśmiechnęłam się do Niallera
- Dobra, a więc, nie dałaś mi skończyć mojego brawurowego przywitania, mogę już ?? - zaśmiał się
- Okeeej..mów ! - przewróciłam oczami
- Witamy na świecie Lilli !! Nawet nie wiesz jak długo na Ciebie z mamusią czekaliśmy, ale na reszcie jesteś ! Kocham Cię najbardziej na świecie, zaraz po Twojej cudownej mamie ! I będę kochał do końca swoich dni..na zawsze...



___________________________________________________________________________

Heej <3 mój pierwszy imagin także teeeeeen noo :D
Nazywam się Kaśka, czasami nazywają mnie mania i właśnie tak podpisuje się na stronie Polish Directioners  i imagin ten był tam wcześniej już dodany :)
no to chciałabym podziękować Karolinie K. która namówiła mnie do założenia bloga <3 bez Ciebie nie pisałabym teraz tutaj nic :D więc bardzo dziękuję :))
dziękuję mojej Olimpii za pomoc w wymyślaniu adresu bloga xDD
OKS ..
przepraszam, za błędy, bo na pewno jakieś literówki bądź ortografy się tam wkradły, ale nie chce mi się już poprawiać xD postaram się nie robić błędów, będę nad tym pracować :D
mam nadzieje, że imagin się podoba :) Liczę na Wasze opinie i komentarze :)
KOCHAM WAS DZIĘKUJĘ I POZDRAWIAM :**