<perspektywa Louis'ego>
Odkąd tylko wróciłem do UK chciałem spotkać się z [T.I.]. Strasznie za nią tęskniłem. Tak.. zawaliłem. Chciałabym ją przeprosić za wszystko.. Za to, że tak łatwo odpuściłem.. Za to, że wtedy na nią krz...yczałem.. Mimo, że minęło już prawie 3 lata, dalej pamiętam ten moment. Mam nadzieję, że nie ułożyła sobie życia z kimś innym. Nie przeżyłbym tego. Oczywiście chce jej szczęścia, ale jeśli zobaczę jakiegoś obcego faceta u jej boku moje serce rozpadnie się na tysiąc cholernych kawałeczków, których nie dam rady poskładać. Byłem głupi, że tak łatwo dałem jej tak po prostu odejść.. Nadal jestem głupi, wierząc w to, że mi przebaczy.. Spróbować zawsze warto. Mam wielką nadzieję, że jednak dalej coś do mnie czuje, tak jak ja do niej... Ale jak to mówią.. Nadzieja matka głupich no nie..
Trzy lata próbowałem wmówić sobie, że potrafię normalnie żyć bez [T.I.]... Jak widać na marne... Chociaż spotykałem się z Amy, to ciąglę myślałem o niej... Chciałem oszukać sam siebie... Nie udało się.. Serce najlepiej wie czego chce.. Co ja pierdole o tym sercu tak w kółko.. Jestem idiotą.. Idiotą i już. A do tego jeszcze ten dzisiejszy dzień.. Co się w ogóle do chuja stało ?! Miałem super okazję do tego, żeby umówić się z moją Księżniczką i pogadać, przeprosić.. Wtedy wtargnęła Amy.. Przecież z nią zerwałem!
- Kiego wuja mnie całowałaś?! - głośno krzyknąłem na Amy.. Może odrobinę za głośno.
- Żeby pokazać ci, że jednak coś do mnie czujesz ! Powiedz, że kiedy cię całowałam czułeś 'to' !
- Nie czuje kurwa! Ile razy jeszcze mam to powtarzać ?! Ty i ja to zamknięty rozdział. ZAMKNIĘTY!!!
Szybko wyminąłem Amy. Chciałem dogonić [T.I.]. Jeśli nie zdążę, to pójdę do niej, do domu. Nie odchodzi mnie to, czy będę musiał nocować pod jej drzwiami, bo mnie nie wpuści.. Już raz odpuściłem.. Nie chce więcej popełniać tego samego błędu...Do tego krzyczała jeszcze, że mam córkę. Co to ma w ogólne znaczyć? Mam kompletny mętlik w głowie, ale najważniejsze teraz to odzyskać [T.I.].. Nic więcej nie ma znaczenia.
______________________________
<perspektywa [T.I.]>
Biegłam szybko do domu, cały czas płacząc. Po co ja się tam zatrzymywałam ?! I na dodatek wymsknęło mi się co nieco o Tori... Muszę ją zabrać od Jen... Jejuuu... Wszystko zaczyna się znowu jebać... Wbiegłam do domu. Miałam nieuregulowany oddech. Odruchowo walnęłam pięścią we wcześniej zamknięte drzwi. Dlaczego to wszystko jest tak pogmatwane ?! Po jakimś czasie zorientowałam się, że w domu nie ma dziewczyn. Weszłam do kuchni a na stole zauważyłam karteczkę. Była od Jen:
"Wiktoria jest u mnie. Wzięłam ją po to, żebyś miała spokój. Weź prysznic, prześpij się, zrób cokolwiek. Nie dziękuj Pamiętaj, słuchaj głosu serca, nie rozumu. Czasami może wydawać się ono sprzeczne z rzeczywistością, ale uwierz mi, serce zawsze wie najlepiej...Kocham Cię ! xx "
Może miała rację.. Udałam się do pokoju, po świeże ubrania. Zaraz potem weszłam pod prysznic. Woda chociaż na chwilę zmywała mnie z problemów i kłopotów.. Z resztą, co ja się nad sobą użalam.. Na świecie są ludzie, którzy mają gorzej i jakoś dają sobie radę, a ja nie mam takiej sytuacji nawet w 1/3 ... Po 'kąpieli' siadłam przed telewizorem i włączyłam jakieś romansidło... W pewnym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi.
- No do cholery jasnej !!!! Jack zaraz oświadczy się Maddie !! - krzyczałam w kierunku drzwi.
Dlaczego Jeni zawsze wybiera takie momenty ?! Zwlekłam się z kanapy.
-A z resztą, po co dzwonisz ? - mówiłam w drodze do drzwi - Masz swoje klucze, więc na prawdę nie wiem dlacz... - otworzyłam i zaniemówiłam. Po drugiej stronie stał.. stał Louis. Nie wiedząc co robić, jak jakaś świnia zamknęłam mu drzwi przed nosem. Nie udało mi się jednak, bo wsadził nogę, tak, że nie mogłam ich domknąć.
- Możemy pogadać ? - zaczął - Proszę.. Bardzo mi na tym zależy...Proszę.. - powtórzył
Stałam tam, z otwartą buzią i wytrzeszczonymi oczami. Minęło pewnie sporo czasu zanim odważyłam się cokolwiek powiedzieć.
- W...wchodź. - wskazałam gestem ręki, żeby wszedł do środka.
- Dziękuję. - uśmiechnął się.
- Napijesz się czegoś, może - zaczęłam.
- To co zwykle. - powiedział i puścił mi oczko.
WTF ?! W T F ? !
Zrobiłam mu herbatę bez cukru i postawiłam w salonie na stoliku. Lou siedział na kanapie.
- Więęc... - zaczęłam nieśmiało.
- Więc przyszedłem tutaj żeby cię przeprosić.. Za wszystko.. Za łatwo się poddałem i dałem ci odejść tak po prostu... - mówił patrząc prosto w moje oczy.
- Loui...
- Cicho, teraz ja mówię, daj mi skończyć - powiedział stanowczo - Zachowałem się jak głupek, wiem. I wiem też, że może to za późno, ale [T.I.] zawsze powtarzałaś, że lepiej późno niż wcale, tak ? - zachichotał - Do rzeczy.. Nadal cię kocham [T.I.] ... O niczym innym nie marzę, chcę, żebyś mi wybaczyła.. Chcę, żebyś nadal była moją dziewczyną, chcę, żebyś mnie kochała, tak ja ja ciebie, chcę budzić się rano obok ciebie, patrzeć w te twoje śliczne oczy, szeptać czułe słówka i w kółko powtarzać, że cię kocham, ale proszę wybacz mi.. Proszę... - złapał mnie za rękę, a z jego oczu uleciała łza.
- Lou.. - zatrzymałam się na chwilę.
To co przed chwilą powiedział to były najwspanialsze słowa, jakie kiedykolwiek usłyszałam.
- Tak wiem, że minęły już 3 lata, ale ja po prostu nie mogę bez ciebie.. nie mogę - powtarzał.
Louis przybliżył się do mnie niebezpiecznie blisko, aż w końcu złączył nasze usta w pocałunku. Nie mogłam tego przerwać.. Szczerze mówiąc to nawet nie chciałam.. Tak bardzo mi tego brakowało.. Chyba nadal go kochałam.. '...słuchaj głosu serca, nie rozumu. Czasami może wydawać się ono sprzeczne z rzeczywistością, ale uwierz mi, serce zawsze wie najlepiej...' słowa z kartki Jen cały czas chodziły mi po głowie... Oderwałam się o Lou.
- Słuchaj głosu serca.. - szepnęłam prawie niesłyszalnie. - Ja.. ja też Cię kocham Louis... - na ustach chłopaka pojawił się ten nieskazitelnie biały uśmiech, którego tak bardzo mi brakowało. - Stęskniłam się Kochanie. - rzuciłam się w jego ramiona. - Ja też cię przepraszam.. Zachowałam się dziecinnie.. Przepraszam.
Louis zaśmiał się.
- Ale jest coś jeszcze o czym powinieneś wiedzieć... - zaczęłam przeciągle. - Masz... masz córeczkę.
- Co ?!?! - wytrzeszczył oczy - Ale jak to ?!
- Masz córeczkę, Wiktorię, ma 3 latka - powtórzyłam dumnie.
- Dlaczego nie powiedziałaś o tym wcześniej ?! Kurwa dlaczego ?!
Myślałam, że jest na mnie zły..
- Lou ja.. ja się bałam... - z przerażeniem odpowiedziałam.
- Kochanie!! To świetnie!! Na pewno jest tak piękna jak mamusia !! Ale dlaczego tak późno.. Nie wiedziałem o jej istnieniu.. Nie widziałem jak dorasta.. Boże.. Mam córkę..
Uśmiechnęłam się do niego.
- Wiktoria.. Ślicznie - powiedział Louis i ponownie mnie pocałował..
________________________________________________________________________________
napisałam go już dawno. dodałam nawet na Polish Directioners tu zapomniałam :/
przepraszam, liczę na komentarze :D
enjoy ! :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz